Notatki na marginesie

Luźne uwagi na temat przeczytanych książek (i nie tylko)


Trzy słoiki

TrzySloiki

 

W końcu udało nam się zrobić puszki na pieniądze wg tzw. metody „trzech słoików”.
Polega ona na utworzeniu przysłowiowych słoików-skarbonek i dzieleniu kieszonkowego na trzy kategorie:

  1. Dawanie. Od najmłodszego możemy uczyć nasze dzieci mentalności dostatku i dobroczynności. Niezależnie od tego ile się zarabia (lub dostaje kieszonkowego) możemy podzielić się z bardziej potrzebującymi od nas czy instytucjami, które wspieramy (skarbonka dla ubogich, akcja na ulicy czy taca w kościele).
  2. Oszczędzanie. Czym Jaś za młodu… tym Jan na starość… Dobre nawyki warto kształtować od najmłodszych lat. A jest co kształtować, bo dorośli prawie nie oszczędzają. A że oszczędzać warto, to wiadomo, bo o ile ZUS jeszcze płaci emerytury naszym rodzicom, to naszym dzieciom na pewno nie zapłaci. I znowu, niezależnie od tego ile zarabiamy, warto kształtować nawyk oszczędzania.
  3. Wydawanie. Nie ma takich pieniędzy, których nie można by wydać. Stąd też powyższa kolejność. Pomagamy, odkładamy dla siebie, a dopiero resztę wydajemy. Myślę, że taka właśnie kolejność zaowocuje u naszych dzieci na przyszłość. Najpierw rzeczy najważniejsze, a później przyjemności. Od tej pory na zachcianki (słodycze, karuzele itp.) dziecko wydaje swoje pieniądze. Już więcej nie powinno być scen w kolejce do kasy w stylu „kup mi to”. Naszą reakcją od tej pory jest: masz swoje pieniądze na wydawanie. Kup sobie sam.

Ile pieniędzy przeznaczać na każdą z kategorii?
Szkół jest kilka.
Wg jednej z nich podział wygląda następująco:

  • Dawanie 10%
  • Oszczędzanie 20%
  • Wydawanie 70%

Dlaczego taki? A dlaczego nie :)
A tak na poważnie: bo łatwo jest policzyć ile to jest 10 i 20 procent od otrzymanej (zarobionej) kwoty :)
A resztę odkładamy (a właściwie dziecko powinno odkładać) do trzeciej skarbonki.

W przypadku młodszych dzieci (4-7 lat), kiedy potrzeby wydawania nie są jeszcze na tyle duże, proporcje oszczędzania i wydawania można odwrócić, tzn.:

  • Dawanie 10%
  • Oszczędzanie 70%
  • Wydawanie 20%

Tak naprawdę procenty można ustalić indywidualnie, wg własnego uznania.
Najważniejsze żeby zacząć stosować.
I dostosowywać,  eksperymentować i zmieniać w razie potrzeby.

Jakie skarbonki?
Najlepiej przeźroczyste.
Łatwo dostępne dla dziecka.
Tak, żeby w każdej chwili miało do nich dostęp.
Żeby mogło „bawić się” pieniędzmi.
Liczyć, sprawdzać ile już uzbierało.

Skarbonki na zdjęciu to najprostsze plastykowe pojemniki na żywność.
Oznaczenia można zrobić samemu lub kupić np. tutaj

Najważniejsze to zainwestować w dziecko czas i nauczyć je podstawowych umiejętności, które pomogą mu później w dorosłym życiu.


Oszczędzanie przez dawanie

krew

Dziś krótko, ale konkretnie.

12 lat.
18 litrów.
1000 zł oszczędności rocznie.

O co chodzi?
O honorowe oddawanie krwi.
Jednorazowo można oddać 450 ml krwi.
Mężczyźni mogą oddawać mniej więcej 6 razy w roku, a kobiety 4.
Czyli w moim przypadku cel mógł być osiągnięty po niecałych 7 latach.
Zajęło mi to dłużej, żeby zbytnio nie obciążać organizmu.

Celem było oddanie 18 litrów, bo dzięki temu od teraz nie muszę płacić za komunikację miejską,
co w moim przypadku daje właśnie 1000 zł oszczędności rocznie.

Oczywiście nie oddawałem krwi tylko po  to, aby za darmo jeździć.
To jest miła nagroda do podstawowej idei krwiodawstwa, jaką jest konkretna pomoc ludziom potrzebującym krwi.
Bo potrzeby są, a póki co nie ma syntetycznie wytwarzanych substytutów.

Oczywiście będę oddawał dalej.
Do czego i ciebie zachęcam.
Jeżeli zdrowie nie stoi na przeszkodzie, podziel się tym co najcenniejsze.

Więcej informacji: https://krwiodawcy.org lub http://www.oddajkrew.pl

Pozdrowienia dla wszystkich „wampirów”.


#3 skuteczne reguły dziecięcych zakupów

PoczetKrolow

 

Od dawna zbierałem się za przeprowadzenie lekcji „finansowej” z synem.
Przy okazji liczenia jego skarbonki (dużo tego się uzbierało) miałem zamiar zapoznać go z krajowym systemem monetarnym :)
Wyjaśnić różnice miedzy poszczególnymi monetami i banknotami, jaką każda z nich przedstawia wartość (co za ile można kupić) itp.

[Notatka na marginesie:
Uzbierało się przy opróżnianiu portfela zgodnie z zasadą „1, 2, 5”: 

 
A że do akcji włączyli się też dziadkowie, to było co liczyć.
W sumie chyba 3 godziny spędziliśmy na liczeniu i segregowaniu.]

 

Okazja zrodziła się sama.
W sklepie syn zauważył regał z lego i oczywiście chciał, żebyśmy tam poszli, bo on chce sobie coś kupić.
Żeby mnie przekonać do zakupu dodał, że za jego pieniądze :)

Na szczęście wystarczyło mi cierpliwości i spokojnie zacząłem mu tłumaczyć reguły,
którymi powinien kierować się podczas zakupów.

Reguły zakupowe (do wykorzystania również przez dorosłych):

  1. Najpierw sprawdzamy, ile mamy pieniędzy (żeby wiedzieć na co nas stać).
  2. Zastanawiamy się, co chcemy kupić (np. oglądamy katalog lego).
  3. Uzgadniamy z rodzicami, kiedy możemy to kupić (kiedy mogą nas zawieźć do sklepu).

Dał się przekonać.
Pomogła chyba moja konsekwencja i spokój.

Przed wyjściem ze sklepu poprosiłem, żeby powtórzył proces.
Jego wersja wygladała tak:

  • Wrócimy do domu
  • Policzymy pieniądze
  • Umyjemy ręce :)
  • Zjemy coś :)
  • Pojedziemy kupić

Jak zaczęliśmy liczyć, to minęły chyba ze 3 godziny.
A to dlatego, że wpadłem na patent jak poskładać bilon w stosy po 10 szt.
Posklejać je taśmą przezroczystą!
Wcześniej myślałem o tym, żeby pozawijać je w papier, ale taśma jest lepsza, bo widać co i ile jest w środku.
Teraz łatwiej będzie je przeliczać i płacić w sklepie.

Przy tym wszystkim, po raz kolejny przekonałem się, jak ważne jest spokojne bycie z dzieckiem, gdy nim targają emocje.
Dodatkowo, że warto i można (a nawet trzeba) wykorzystywać takie sytuacje do edukacji, do nauczenia
(do uczenia, bo to proces przecież jest) życia, do przekazywania wartości, którymi żyjemy
Albo chociaż do pokazania, jak pokonywać zachcianki i impulsy na zakupach.

Wykorzystując fakt, że na banknotach widnieją podobizny królów, odbyliśmy również „przy okazji” krótką lekcję historii.
Przez następne kilka godzin syn był Kazimierzem Wielkim.

Warto rozmawiać.
Spokojnie.


1, 2, 5, czyli łatwe oszczędzanie

 

Uważasz, że zarabiasz za mało pieniędzy żeby oszczędzać?
Nie wiesz jak zacząć oszczędzać?

Jest na to sposób.
Prosty, ale bardzo skuteczny.
Zacznij odkładać drobne z portfela.

Na czym to polega?
Na koniec każdego dnia wyciągnij wszystkie monety jakie masz w portfelu i odłóż je do skarbonki
(żeby było oszczędnie nie trzeba kupować świnki skarbonki, wystarczy słoik, pudełko lub puszka).

Wersji takiego oszczędzania jest pewnie kilka.
Jedni odkładają same 5 zł, inni grubszy bilon (1, 2 i 5 zł).
Ja z czasem wyrobiłem poniższą odmianę.

Zasady łatwego oszczędzania:

  • W ciągu dnia płać tylko banknotami i nie wydawaj żadnego bilonu
    [Notatka na marginesie: świadomie nie wydaję drobnych, tylko w miarę możliwości rozmieniam kolejny banknot.]
  • Na koniec dnia wszystkie monety 1, 2 i 5 zł odłóż w skarbonce
  • Dodatkowo, wszystkie grosze odłóż w skarbonce dla dzieci
    [U mnie jest to forma kieszonkowego. Przedszkolakowi wystarczy.]

Plusem tej metody jest to, że można bez większego wysiłku po prostu zacząć oszczędzać.
Od razu.
Wystarczy nie wydawać drobnych.

Nie są to może wielkie kwoty, ale lepsze to, niż nic.
Na koniec miesiąca może się okazać, że uzbierała się całkiem ładna kwota.
W sam raz na zapoczątkowanie poważniejszego oszczędzania, pokrycie niespodziewanego wydatku
bądź też na randkę z żoną :)

Najlepiej zacząć to robić od razu.
Niezależnie od tego ile się zarabia.

Dzięki takiemu podejściu nie dość, że wyrabiamy w sobie nawyk oszczędzania, to dodatkowo kształtujemy w sobie postawę dostatku:
nie ważne ile zarabiam, ale stać mnie na odłożenie choćby 10-20 zł na miesiąc.

5, 2, 1… start.