Notatki na marginesie

Luźne uwagi na temat przeczytanych książek (i nie tylko)


Życie jest jak…

https://www.flickr.com/photos/infomastern/11819595315/

foto: Susanne Nilsson

Mówi się, że życie jest jak pudełko czekoladek.
Że przynosi niespodzianki.
Że nie zawsze trafi się na te ulubione smaki.
Że przypadkowo można poznać jakiś nowy smak, który polubimy.

Może.

Mnie bardziej podoba się inne stwierdzenie, które przypomniałem sobie niedawno.
Również kulinarne:

Życie jest jak szwedzki stół.

Usłyszałem je kilka lat temu na szkoleniu „z Coveya” przy okazji omawiania zasady „win-win”.
Więcej zyska się współpracując niż się zwalczajac.
Nie ma się co bać, że jak komuś pomożemy, to nam zabraknie.
Żebyśmy tak myśleli o świecie, potrzeba rozwijać w sobie mentalność dostatku.
To że ktoś wygrywa nie oznacza wcale, że ja przegrywam.
Dla wszystkich wystarczy jedzenia.
Pod warunkiem, że nie będę się upierał żeby zjeść jajecznicę z parówką (tak jak wszyscy inni).

Przy okazji polecam „7 nawyków skutecznego działania” Stephen’a Coveya.
Jeżeli miałbym przeczytać jeden poradnik – to właśnie ten.
Jeżeli miałbym pójść na jedno szkolenie – to właśnie z nawyków.

Zasoby są praktycznie nieograniczone, trzeba tylko otworzyć się na nowe dania.

Smacznego.

Reklamy


Pisz dziennik, będziesz sławny

Dziennik

 

Jakimś dziwnym trafem wielu wielkich ludzi pisało (pisze) pamiętniki (dzienniki).
Czy to oznacza, że aby być wielkim trzeba pisać dziennik?
Może tak, a może nie, ale na pewno, żeby pisać dziennik, nie trzeba być wielkim.
A na pewno pisanie dziennika powoduje, że stajemy się bardziej świadomi nas samych i naszego życia.
I to właśnie powoduje, że mamy szansę zrobić coś wielkiego w życiu.
A na pewno coś większego od siedzenia przed telewizorem.

Zwiększona świadomość bierze się z tego, że aby coś napisać trzeba najpierw coś pomyśleć, przeżyć jeszcze raz,
tym razem w głowie, przeanalizować, zastanowić się co i jak można było zrobić lepiej.
W końcu uczymy się (rozwijamy) na błędach.
Ale tylko na tych, nad którymi się zastanawiamy.
Samo popełnienie błędu do niczego dobrego nie doprowadzi.
Dopiero refleksja nad błędem i próba zastanowienia się nad tym, jak można było błędu uniknąć,
może spowodować że na przyszłość tego błędu unikniemy.
I przez to się rozwiniemy.

Wiedząc to wszystko powyżej, zacząłem (dwa lata temu) pisać dziennik.
W zasadzie były (są) to proste przemyślenia, coś czego nie jestem w stanie powiedzieć na głos innym.
Czasami jedno zdanie, czasem kilka akapitów.
Na początku był to raczej miesięcznik albo i kwartalnik :)
Z czasem wpisy stawały się bardziej regularne i świadome.

Teraz jest to już prawie dziennik, w tym znaczeniu, że wpisy są prawie zawsze codziennie.
A to za sprawą prostej recepty, którą usłyszałem u Pat’a Flynn’a, amerykańskiego blogera.

Prosta metoda na pisanie dziennika („pięciominutowy dziennik„):

  • Rano (najlepiej zaraz po przebudzeniu):
    • Zapisz za co jesteś wdzięczny (min 3 rzeczy) – ludzie, rzeczy czy sprawy,
      które sprawią, że ten dzień będzie niezwykły
  • Wieczorem:
    • Zapisz co wspaniałego wydarzyło się w ciągu dnia (3 rzeczy)
    • Zapisz co mogłeś/mogłaś zrobić lepiej (1 rzecz)

Takie podejście do pisania dziennika sprawia, że chce mi się robić to codziennie.
Staram się rano wyszukiwać sytuacje i sprawy, za które jestem wdzięczny.
Czasem nawet „na siłę” próbuję wymyśleć coś, za co mógłbym być wdzięczny.
Dzięki temu, zawsze jestem w stanie poprawić sobie humor, bo okazuje się, że zawsze znajdę coś,
za co mogę dziękować.

[Notatka na marginesie:

Pomocne staje się pozytywne nastawienie do życia charakteryzujące się mentalnością dostatku.
Inspiracje do zmiany w myśleniu opisane w:

Muszę czy chcę, próbuję czy robię?

Nie patrzeć na to, czego brakuje, ale cieszyć się tym, co się ma.]

Osobiście preferuję wersję elektronizną i swój dziennik prowadzę w Evernote zainstalowanym na telefonie.
Ma to dwie podstawowe zalety.
Po pierwsze, telefon zwykle mam przy sobie (stąd też mój dziennik jest zawsze pod ręką łatwo dostępny).
A po drugie, jak już będę sławny, łatwiej będzie wydać go w wersji drukowanej, bo nie trzeba go będzie przepisywać :)

Ostatnio zacząłem prowadzić również dziennik rodzinny, w którym staram się utrwalać ważne wydarzenia rodzinne.
Coś, do czego będzie można z radością wrócić w przyszłości.
Zobaczyć emocje na zdjęciu i przeczytać je w dzienniku.

Polecam.
Miło po jakimś czasie wrócić do zapisków, przypomnieć sobie emocje i własne przemyślenia związane z tym,
w czym brało się udział, co radowało, co trapiło.

Do piór i do klawiatur zapisywać emocje, aby ocalić je od zapomnienia…

PS.
Pamięć krótka jest.
Łatwiej zapisywać, niż przechodzić zabiegi odtwarzania pamięci
opisane chociażby w (nomen omen) Pamiętniku Młodej Lekarki:

Z pamiętnika młodej lekarki – Krótka pamięć

:)


1, 2, 5, czyli łatwe oszczędzanie

 

Uważasz, że zarabiasz za mało pieniędzy żeby oszczędzać?
Nie wiesz jak zacząć oszczędzać?

Jest na to sposób.
Prosty, ale bardzo skuteczny.
Zacznij odkładać drobne z portfela.

Na czym to polega?
Na koniec każdego dnia wyciągnij wszystkie monety jakie masz w portfelu i odłóż je do skarbonki
(żeby było oszczędnie nie trzeba kupować świnki skarbonki, wystarczy słoik, pudełko lub puszka).

Wersji takiego oszczędzania jest pewnie kilka.
Jedni odkładają same 5 zł, inni grubszy bilon (1, 2 i 5 zł).
Ja z czasem wyrobiłem poniższą odmianę.

Zasady łatwego oszczędzania:

  • W ciągu dnia płać tylko banknotami i nie wydawaj żadnego bilonu
    [Notatka na marginesie: świadomie nie wydaję drobnych, tylko w miarę możliwości rozmieniam kolejny banknot.]
  • Na koniec dnia wszystkie monety 1, 2 i 5 zł odłóż w skarbonce
  • Dodatkowo, wszystkie grosze odłóż w skarbonce dla dzieci
    [U mnie jest to forma kieszonkowego. Przedszkolakowi wystarczy.]

Plusem tej metody jest to, że można bez większego wysiłku po prostu zacząć oszczędzać.
Od razu.
Wystarczy nie wydawać drobnych.

Nie są to może wielkie kwoty, ale lepsze to, niż nic.
Na koniec miesiąca może się okazać, że uzbierała się całkiem ładna kwota.
W sam raz na zapoczątkowanie poważniejszego oszczędzania, pokrycie niespodziewanego wydatku
bądź też na randkę z żoną :)

Najlepiej zacząć to robić od razu.
Niezależnie od tego ile się zarabia.

Dzięki takiemu podejściu nie dość, że wyrabiamy w sobie nawyk oszczędzania, to dodatkowo kształtujemy w sobie postawę dostatku:
nie ważne ile zarabiam, ale stać mnie na odłożenie choćby 10-20 zł na miesiąc.

5, 2, 1… start.