Notatki na marginesie

Luźne uwagi na temat przeczytanych książek (i nie tylko)


Nasza mama czarodziejka

nasza-mama-czarodziejka
“(…) kiedy potwór zajrzał do naszego okna podczas kolacji
– poczęstowała go sałatą.
Okazało się, że jest bardzo łagodny!
Mama od razu to wiedziała.”

Nie oceniaj książki po okładce.
I tytule.

Gdybym sam kupował, to bym na tę książkę pewnie nie zwrócił w ogóle uwagi.
Autorki, Joanna Papuzińska, pewnie też bym nie skojarzył.
A nawet jak bym książkę zauważył, to raczej bym nie kupił.
Dlaczego?
Nie przepadam za “czarodziejskością” i magicznością, szczególnie w literaturze dziecięcej.

Ale książka trafiła do nas w prezencie.
I dobrze, bo okazała się “nieczarodziejska”.
Czarów w niej nie ma.
Przynajmniej nie takich o jakich bym pomyślał.

Tytułowa mama czaruje miłością, dobrocią, uczynnością, wyobraźnią…

I takie “czary” mogę pokazać dziecku.
A że dziecku też się podoba, więc stwierdzam, że książka jest dobra.

Reklamy


2 Komentarze

Co to za świat, na którym nie ma naszego domu?!

Od zawsze ceniłem książki.
Są dla mnie źródłem mądrości i rozrywki.
Dlatego słabo mi się robi, gdy przeglądam książki na działach dziecięcych i widzę śmieci.
Książki wydane, tylko po to by na nich zarobić.
Książki, które nie zawierają nic wartościowego, choć kolorowe (czasami straganowo kolorowe) są puste (choć nie tak puste jak ta książka).
Czy ktoś te bajki w ogóle kupuje?
Szkoda papieru i farby.

W związku z powyższym wszystkim zainteresowanym polecam serię “Pan Kuleczka” Wojciecha Widłaka (wyd. Media Rodzina).

Książka przyjemnie kolorowa, ciekawie napisana, z przesłaniem.
Pod przygodami Pana Kuleczki, psa Pypcia, kaczki Katastrofy i muchy Bzyk-Bzyk kryją się Wartości.

Książka z dość dużą zawartością tekstu, dlatego raczej nie dla całkiem małych (myślę, że od ok. 4 roku życia).

Tytułowe zdanie wypowiedziała Katastrofa na wieść o tym, że na globusie nie widać ich domu…

Z chęcią dowiem się jakie są wasze ulubione i warte polecenia książki dla dzieci.

PS. Nikt mi za to nie płaci. Polecam z własnej woli :)