Notatki na marginesie

Luźne uwagi na temat przeczytanych książek (i nie tylko)


Dodaj komentarz

Ciszej proszę… (3) – Lekcja o mitach, ale nie tych greckich

Newton

(…) jeśli siedzisz sobie samotnie w ogrodzie pod drzewem,
podczas gdy wszyscy inni stukają się ze sobą kieliszkami na ogrodowej werandzie,
to jest bardziej prawdopodobne, że to właśnie tobie spadnie na głowę jabłko. (s.117)

1.
Czym wyróżniają się najlepsi skrzypkowie?
Co ma wspólnego twórca pierwszych komputerów Apple (Steve Wozniak) z szachistami?
Wszyscy oni poświęcali (poświęcają) wiele godzin na pracę w samotności.
Tylko w ciszy można dopuścić swój geniusz do głosu.

Naukowcy pracujacy ze skrzypkami z Akademii Muzycznej w Berlinie stwierdzili, że najlepsi skrzypkowie w wieku 18 lat mają za sobą ok. 7000 godzin poświęconych na samodzielne ćwiczenia.
To jest ok. 2000 godzin więcej niż dobrzy skrzypkowie i 4000 godzin więcej niż przyszli nauczyciele muzyki.
Najlepsi poświecają ponad 3 godziny dziennie na pracę w samotności, najsłabsi tylko 1.

Ci sami naukowcy obserwowali szachistów.
Najlepsi z nich po 10 latach nauki mają za sobą 5000 godzin ćwiczeń odbywanych w samotności (analizy partii i opracowywanie strategii).
Pięć razy więcej niż gracze osiągający średni poziom gry.

To samo dotyczyło prac nad komputerami Apple.
Wozniak wyznał w swojej biografii, że poświęcał godziny przed i po pracy, w ciszy pracując nad swoim marzeniem – komputerem osobistym dostępnym dla każdego.

Kluczem do sukcesu jest zaangażowanie się w przemyślane i celowe doskonalenie naszych umiejętności.
A taki stan najłatwiej osiągnąć w ciszy i samotności i ciszy.

2.
W latach 50.-tych XX w. Alex Osborn, legendarny w swoich czasach menedżer branży reklamowej, pracował nad sposobami wyzwolenia kreatywności u swoich podwładnych.
Opracował technikę pracy, o której każdy pewnie słyszał, a jest nią burza mózgów.

Cała idea burzy mózgów sprowadza się do następujących zasad:
Nie osądzaj i nie krytykuj pomysłów innych.
Niech twoja myśl rozwija się w sposób jak najbardziej swobodny i nieskrępowany – im bardziej oryginalny pomysł, tym lepiej.
Dbaj o ilość – im więcej zgłaszasz pomysłów, tym lepiej.
Wykorzystuj i rozwijaj pomysły kolegów z zespołu.
Idea zyskała na popularności i dziś jest stosowana chyba wszędzie.

Idea wydawałoby się słuszna, tyle że już w latach 60.-tych została obalona przez badaczy pracujących z naukowcami z 3M (tymi od karteczek samoprzylepnych).
Okazało się, że najwięcej ilościowo i lepszych jakościowo pomysłów naukowcy zgłaszali pracując indywidualnie.
Kolejne badania prowadzone od tamtego czasu potwierdzają, że efektywność pracy w grupie zmniejsza się wprost proporcjonalnie do wielkości grupy.

3.
Zwykle podawane są trzy przyczyny, z powodu których burza mózgów nie działa zgodnie z założeniami:
próżniactwo społeczne – niektóre osoby pracując w grupie unikają nadmiernego zaangażowania
blokowanie produktywnosci – w danym momencie tylko jedna osoba może zabierać głos, pozostali w tym czasie nic nie robią.
lęk przed krytyczną oceną – ludzie boją się kompromitacji przed kolegami.
Potwierdzone zostało (z wykorzystaniem współczesnych technik neuroobrazowego badania mózgu), że jest w nas lęk przed odrzuceniem z grupy.
Ulegamy (sugestiom „głosu ludu”), aby zostać zaakceptowanym.

Jedynym niezaprzeczalnym pozytywnym efektem burzy mózgów jest tworzenie silniejszych więzi społecznych.
A aby skorzystać z innych dobrodziejstw pracy zespołowej (bo przecież nie jest tak, że zespoły nie wnoszą nic dobrego), należy skorzystać z procesu, w którym najpierw urządza się burzę mózgów ze sobą, a dopiero z wynikami przemyśleń dzieli się na forum.
Innymi słowy: przychodź zawsze przygotowany na spotkanie.

4.
Praca w przestrzeniach otwartych (open space), nadmierna stymulacja sensoryczna zakłóca proces uczenia się i powoduje spadek wydajności.
Warunki w pracy często mamy takie, że jak stwierdzono w jednej z ankiet przytaczanych przez autorkę: aby zrobić coś ważnego, mogę pracować wszędzie, byle poza własnym biurem.

Nawet wychwalana przez wielu umiejętność wielozadaniowości (multitasking) okazuje się mitem.
Mózg ludzki nie jest w stanie w pełni skupić się na kilku rzeczach na raz.
To co wygląda na wielozadaniowość, to szybkie przerzucanie się z jednej sprawy na drugą, w którym spada efektywność i zwiększa się ryzyko błędu.

5.
Kluczem do kreatywności nie jest odgórne wtłaczanie w „techniki kreatywne” (np. burza mózgów), ale stworzenie takich miejsc pracy, w których panuje luźna i niewymuszona atmosfera.
Bez konieczności nawiązywania niechcianych relacji, z możliwością kontrolowania warunków i środowiska pracy.

Niektórzy potrzebują więcej ciszy i spokoju, żeby dać z siebie wszystko.

Reklamy


Dodaj komentarz

Ciszej proszę… (1) – Lekcja historii

“Wspaniała umiejętność polegająca na zatrzymaniu się i zastanowieniu nad istotą i sensem docierających do nas bodźców
zamiast natychmiastowego i bezrefleksyjnego poddawania się ich wpływowi od zawsze leży u podstaw największych intelektualnych i artystycznych dokonań ludzkości.
Ani E=mc2, ani Raj utracony nie zostały wykoncypowane na poczekaniu, między jednym a drugim drinkiem, przez jakiegoś zapalonego imprezowicza.” (s.21)

 

Cytat z: “Ciszej proszę..” Susan Cain

Jak podaje internet, na początku XIX w tylko 2,4% ludności światowej mieszkało w miastach.
Ludzie pracowali na farmach czy w małych miasteczkach, prowadząc przedsięwzięcia rodzinne.
Razem prowadzili interesy, współpracownikami były osoby, z którymi mieszkało się na co dzień.

Druga połowa XIX w przynosi zmiany.
Rozwój przemysłu skutkuje np. tym, że w USA do 1920 r 1/3 kraju została zurbanizowana.
W Polsce po zniesieniu pańszczyzny następuje migracja ze wsi do miast (nie tylko polskich).
Do 1931 roku w województwach warszawskim i łódzkim 40% ludności mieszka w miastach.
Współpracownikami mieszkańców miast, zamiast rodziny i sąsiadów, stali się obcy ludzie.
Aby zaistnieć, zostać zauważonym w anonimowych relacjach trzeba było się wyróżnić.
Nowym problemem z jakim trzeba było się zmierzyć, było zrobienie “dobrego pierwszego wrażenia” na ludziach których się nie zna.

Osoby przebojowe, zabawne i towarzyskie zyskiwały coraz wyższy status społeczny i uznanie.
Ludzie stawali się sprzedawcami, nie tylko produktów i usług, ale samych siebie.
I tak na scenę wkraczają ekstrawertycy. Ich cechy stają się najbardziej pożądane.
W tym momencie można wyobrazić sobie typowego mieszkańca USA (które uważane jest za najbardziej ekstrawertyczny kraj na świecie),
którzy na zadane pytanie mają jedna odpowiedź:
– How are you?
– I’m fine, thanks.

Na przełomie XIX i XX w dokonała się przemiana kulturowa.
Nastąpiło przejście od kultury charakteru do kultury osobowości.
Przez lata w literaturze wzorem do naśladowania był typ z charakterem: poważny, zdyscyplinowany i honorowy.
Liczyło się nie to, jakie wrażenie zrobi w miejscach publicznych, ale jak się zachowuje w sytuacjach prywatnych.

Do końca XIX w we wszelkich poradnikach dobrego wychowania pojawiały się słowa klucze: obowiązek, praca, dobre uczynki, honor, normy moralne, prawość i uczciwość czy powściagliwość (opanowanie).
Są to cechy charakteru dostępne dla każdego, można je zdobyć pracując nad sobą.
Natomiast od początku XX w następuje zwrot ku osobowości, ku właściwościom, z którymi raczej się rodzimy niż je nabywamy: fascynyjący, magnetyczny, zachwycający, atrakcyjny, entuzjastyczny, dominujący, silny, energiczny itp.
Orison Swett Marden, autor poradnika „Charaker: Najwspanialsza rzecz na świecie” wydanego w 1899, dwadzieścia lat później napisał “Osobowość przywódcy”.

Zmiany kulturowe znalazły też odzwierciedlenie w reklamach.
O ile wcześniej reklamy były po prostu informacjami na temat produktu, o tyle nowe reklamy były odpowiedzią na zwiększone zapotrzebowanie na bycie pewnym siebie (np. reklama mydła: “Korzystne pierwsze wrażenie to najważniejszy czynnik decydujący o powodzeniu zarówno w biznesie jaki i w towarzystwie”).
Za pewność, za sukces, za powodzenie na randce odpowiedzialne były proszki do prania, szczotki do zębów, mydła (przykład).

W towarzystwie spokojna i wyciszona postawa mająca źródło w dobrych manierach i etykiecie zaczęła tracić na znaczeniu.
W towarzystwie należało czarować płeć przeciwną, flirtować.
Mężczyźni zachowujący się w stosunku do kobiet za cicho i za spokojnie byli narażeni na uznanie za homoseksualistów.
Kobiety nieśmiałe, nie wyzywające uznawane były za oziębłe.

Promocja osób śmiałych, pewnych siebie, przebojowych znalazła odbicie również w ówczesnej psychologii.
Alfred Adler rozpropagował pojęcie “poczucia niższości”, w którym wychowywane jest każde dziecko zdominowane przez dorosłych.
Z czasem ludzie przezwyciężają w sobie to “upośledzenie” stając się zdolnymi do rywalizacji w świecie dorosłych.
Kto tego nie pokona, jest przegranym.

W miejsce dzieci agresywnych ze skłonnościami do przestępstw eksperci od wychowania zajęli się dziećmi zwyczajnymi, ale nieprzystosowanymi społecznie.
Dzieci zamknięte w sobie, nieśmiałe w wizjach ekspertów skazane były na porażkę w przyszłym życiu.
Uważano je za uczniów trudnych i stwarzających problemy wychowawcze.
Dlatego też celem było wdrożenie “zdrowej osobowości”, bo tylko otwartość i towarzyskość miała być gwarantem sukcesu społecznego i finansowego.
Za wszelką cenę należało “przeciwdziałać tendencji do rozwijania w dzieciach introwersji oraz drobnomieszczańskich anomalii”.

W połowie XX w preferowanymi kandydatami na czołowe uczelnie amerykańskie były osoby przeciętne, ale energiczne i towarzyskie.
Na takich pracowników, a nie wybitnych intelektualistów, było bowiem zapotrzebowanie w korporacjach.
Ekstrawertycy radzili sobie w nich doskonale, natomiast mniej przystosowani introwertycy stawali się celem kampanii reklamowych środków uspokajających (“aby pozbyć się lęku wynikającego z nieprzystosowania”).

Na szczęście nie wszyscy zdawali się podzielać ten pęd ku byciu ekstrawertykiem na siłę.
Jak w 1921 r pisał Carl Gustaw Jung, introwertycy “przyczyniają się do postępu w kulturze, są na swój sposób wychowawcami i których przykład uczy, że istnieje inna możliwość, której bolesny brak odczuwamy w naszej kulturze”.

To samo można by napisać dzisiaj…