Notatki na marginesie

Luźne uwagi na temat przeczytanych książek (i nie tylko)


Wszyscy jesteśmy Chrystusami

WszyscyJestesmyChrystusami

 

Ostatnio oglądałem „Wszyscy jesteśmy Chrystusami” z Markiem Kondratem i Michałem Koterskim w rolach głównych.

Film ambitny, poważny, ciężki…

Wdziałem wcześniej ten film, ale wtedy oglądałem go tylko jako kolejny film do oglądnięcia.
Tym razem oglądałem pod kątem problemu, którego ten film dotyczy.

W skrócie, film dotyczy problemu uzależnienia (w filmie od alkoholu i narkotyków).
Przedstawia relacje w rodzinie, głównie pomiędzy dzieckiem i ojcem zmagającym się z problemem alkoholowym.
Jest to film, który chyba najlepiej oddaje „klimat” uzależnienia.
Jego stadia, relacje osoby uzależnionej z najbliższymi, z kolegami od kielicha, stopniową degradację człowieka…

I przez tę degradację całość jest ciężka w odbiorze.
Patrzymy na upadek człowieka i nie widać nadziei na poprawę.
„Alkohol – zgubna siła która kierowała moim życiem” powie w pewnym momencie główny bohater.
W trakcie seansu czułem, że wieczorem będę musiał oglądnąć coś lekkiego i przyjemnego w celu odreagowania i oczyszenia umysłu :)

No i całość okraszona dużą dawką wulgaryzmów.
Nawet w ustach osób, po których, z racji pełnienia swojej posługi, nie spodziewalibyśmy się takiego słownictwa.
Nie wiem, czy takie było zamierzenie reżysera, ale kwestię używanego języka odbieram jako informację, że żeby trafić do pewnych ludzi z przesłaniem, trzeba mówić ich językiem.
Ponadto, i co chyba najważniejsze w relacjach z osobami uzależnionymi, ten twardy język, używany wobec uzależnionego może być wyrazem tego, że ludziom tym należy pomagać twardą miłością.

W czym film jest oryginalny?
We wplecionych scenach z męki Chrystusa, który jest grany przez każdego (stąd pewnie tytuł filmu).
Wzajemne ranienie się jest pokazane jako droga krzyżowa pozostałych członków rodziny.
I co najważniejsze, wbijającym włócznię w serce jest nie tylko osoba uzależniona.

Byłbym zdołowany filmem całkowicie, gdyby nie zakończenie, które wnosi nadzieję w opowiadaną historię.
Nie napiszę nic więcej, żeby zachęcić do oglądnięcia, tych którzy nie oglądali.

Na koniec coś, co ostatnio gdzieś usłyszałem: prawdziwym mężczyzną jest ten, kto panuje nad swoim ciałem.
Wiadomo, że upadamy.
Chodzi o to, żeby jak Jezus podczas drogi krzyżowej, wstać po każdym upadku.
Padłeś? Powstań!
„Nasza siła w sile większej od nas samych”.

Jeszcze jedna sprawa, która może dotyczyć i pewnie dotyczy każdego z nas, a nie koniecznie dotyczy tylko problemu alkoholowego.
W trakcie rozmowy filmowego ojca z synem wychodzi na jaw, że pomimo starań ojca, który przypomina synowi co dobrego dla niego zrobił, syn pamięta tylko te złe rzeczy.
Może to być przestroga dla nas, że nasze działania  mogą (i często są) odbierane inaczej niż nasze intencje.
Dotyczy to relacji w pracy, w rodzinie ze współmałżonkiem, dzieckiem…
Nie zawsze to, co nam wydaje się dobre dla nich, jest takie naprawdę.
Ważne jest to, abyśmy obserwowali i słuchali tego, co np. nasze dzieci w nas widzą, jak odbierają nasze starania i zachowania.

Film ambitny, poważny, ciężki… ale z nadzieją.
Takie kino lubię.

Reklamy