Notatki na marginesie

Luźne uwagi na temat przeczytanych książek (i nie tylko)


Bajka o skarbie

Version 2

Oglądam bajki.
Lubię bajki.

Ostatnio widziałem (słyszałem) taką:

video: Bajka o rabbim i o skarbie

Żył sobie w Krakowie na Kazimierzu biedny rabbi Ajzik.
Pewnego razu przyśnił mu się sen, że w Pradze pod mostem jest zakopany skarb.
Sen się powtarzał i rabbi stwierdził, że to znak od Boga.
Pożegnał się z rodziną i poszedł do Pragi.

Znalazł most, ale okazało się, że kręci się po nim dużo ludzi, a w dodatku pilnują do strażnicy.

Po kilku dniach jeden ze strażników podszedł do rabbiego i zapytał czego tu szuka.
Rabbi poczuł, że może zaufać temu człowiekowi i opowiedział mu o swoim śnie.
Na co strażnik odpowiedział, że jest dużo młodszy, ale mądrzejszy od rabbiego.
Stwierdził, że gdyby wierzył w sny, to już dawno poszedłby do Krakowa,
po przyśniło mu się, że w domu rabbiego Ajzika w ścianie koło pieca jest ukryty skarb.

A przecież takich rabbich jest w Krakowie pewnie wielu.

Na co rabbi tylko się uśmiechnął i ruszył w drogę powrotną do domu.

***

Czasem trzeba przejść kawał drogi w poszukiwaniu skarbu, żeby odkryć,

że on był cały czas koło nas.

A może dopiero wtedy doceni lub znajdzie się skarb, który jest blisko,

jak się po niego wyruszy w daleką drogę?

Reklamy


Pisz dziennik, będziesz sławny

Dziennik

 

Jakimś dziwnym trafem wielu wielkich ludzi pisało (pisze) pamiętniki (dzienniki).
Czy to oznacza, że aby być wielkim trzeba pisać dziennik?
Może tak, a może nie, ale na pewno, żeby pisać dziennik, nie trzeba być wielkim.
A na pewno pisanie dziennika powoduje, że stajemy się bardziej świadomi nas samych i naszego życia.
I to właśnie powoduje, że mamy szansę zrobić coś wielkiego w życiu.
A na pewno coś większego od siedzenia przed telewizorem.

Zwiększona świadomość bierze się z tego, że aby coś napisać trzeba najpierw coś pomyśleć, przeżyć jeszcze raz,
tym razem w głowie, przeanalizować, zastanowić się co i jak można było zrobić lepiej.
W końcu uczymy się (rozwijamy) na błędach.
Ale tylko na tych, nad którymi się zastanawiamy.
Samo popełnienie błędu do niczego dobrego nie doprowadzi.
Dopiero refleksja nad błędem i próba zastanowienia się nad tym, jak można było błędu uniknąć,
może spowodować że na przyszłość tego błędu unikniemy.
I przez to się rozwiniemy.

Wiedząc to wszystko powyżej, zacząłem (dwa lata temu) pisać dziennik.
W zasadzie były (są) to proste przemyślenia, coś czego nie jestem w stanie powiedzieć na głos innym.
Czasami jedno zdanie, czasem kilka akapitów.
Na początku był to raczej miesięcznik albo i kwartalnik :)
Z czasem wpisy stawały się bardziej regularne i świadome.

Teraz jest to już prawie dziennik, w tym znaczeniu, że wpisy są prawie zawsze codziennie.
A to za sprawą prostej recepty, którą usłyszałem u Pat’a Flynn’a, amerykańskiego blogera.

Prosta metoda na pisanie dziennika („pięciominutowy dziennik„):

  • Rano (najlepiej zaraz po przebudzeniu):
    • Zapisz za co jesteś wdzięczny (min 3 rzeczy) – ludzie, rzeczy czy sprawy,
      które sprawią, że ten dzień będzie niezwykły
  • Wieczorem:
    • Zapisz co wspaniałego wydarzyło się w ciągu dnia (3 rzeczy)
    • Zapisz co mogłeś/mogłaś zrobić lepiej (1 rzecz)

Takie podejście do pisania dziennika sprawia, że chce mi się robić to codziennie.
Staram się rano wyszukiwać sytuacje i sprawy, za które jestem wdzięczny.
Czasem nawet „na siłę” próbuję wymyśleć coś, za co mógłbym być wdzięczny.
Dzięki temu, zawsze jestem w stanie poprawić sobie humor, bo okazuje się, że zawsze znajdę coś,
za co mogę dziękować.

[Notatka na marginesie:

Pomocne staje się pozytywne nastawienie do życia charakteryzujące się mentalnością dostatku.
Inspiracje do zmiany w myśleniu opisane w:

Muszę czy chcę, próbuję czy robię?

Nie patrzeć na to, czego brakuje, ale cieszyć się tym, co się ma.]

Osobiście preferuję wersję elektronizną i swój dziennik prowadzę w Evernote zainstalowanym na telefonie.
Ma to dwie podstawowe zalety.
Po pierwsze, telefon zwykle mam przy sobie (stąd też mój dziennik jest zawsze pod ręką łatwo dostępny).
A po drugie, jak już będę sławny, łatwiej będzie wydać go w wersji drukowanej, bo nie trzeba go będzie przepisywać :)

Ostatnio zacząłem prowadzić również dziennik rodzinny, w którym staram się utrwalać ważne wydarzenia rodzinne.
Coś, do czego będzie można z radością wrócić w przyszłości.
Zobaczyć emocje na zdjęciu i przeczytać je w dzienniku.

Polecam.
Miło po jakimś czasie wrócić do zapisków, przypomnieć sobie emocje i własne przemyślenia związane z tym,
w czym brało się udział, co radowało, co trapiło.

Do piór i do klawiatur zapisywać emocje, aby ocalić je od zapomnienia…

PS.
Pamięć krótka jest.
Łatwiej zapisywać, niż przechodzić zabiegi odtwarzania pamięci
opisane chociażby w (nomen omen) Pamiętniku Młodej Lekarki:

Z pamiętnika młodej lekarki – Krótka pamięć

:)


Mimo wszystko…

http://jpgmag.com/people/aroti

foto: aroti

 

Dzisiaj kolejny tekst, z serii “bez komentarza”.

***

Ludzie są nierozsądni, nielogiczni i egocentryczni.
KOCHAJ ICH MIMO WSZYSTKO.

Jeżeli czynisz dobro, ludzie powiedzą, że jesteś samolubny.
CZYŃ DOBRO MIMO WSZYSTKO.

Jeśli masz sukcesy, nabędziesz fałszywych przyjaciół i prawdziwych wrogów.
ODNOŚ SUKCESY MIMO WSZYSTKO.

Co dobrego zrobisz dzisiaj, jutro pójdzie w niepamięć.
BĄDŹ DOBRY MIMO WSZYSTKO.

Uczciwość i szczerość narażą cię na cierpienie.
BĄDŹ UCZCIWY I SZCZERY MIMO WSZYSTKO.

To, co budowałeś przez lata, może zostać zburzone w jedną noc.
BUDUJ MIMO WSZYSTKO.

Ludzie pragną twojej pomocy, ale mogą cię zaatakować, gdy im pomożesz.
POMAGAJ LUDZIOM MIMO WSZYSTKO.

Dawaj światu to, co masz najlepszego, spodziewając się w zamian ciosów.
DAWAJ ŚWIATU WSZYSTKO, CO MASZ NAJLEPSZEGO, MIMO WSZYSTKO.

(z napisu na ścianie Shishu Bhavan, domu dla dzieci w Kalkucie założonego przez Matkę Teresę w 1955 r.)

 


Muszę czy chcę, próbuję czy robię?

Yoda

Słowa mają znaczenie.
Mogą podbudować i mogą zranić.
Przez jedno nieodpowiednie słowo wybuchła pewnie niejedna wielka wojna.
Ale pewnie też przez jedno odpowiednie słowo zrodziła się niejedna wielka miłość.
Nasze słowa wpływają na życie innych ludzi.
To wiadomo.
Ale czy zdajemy sobie sprawę z tego, że słowa wpływają też na nas?

Od dłuższego czasu (będzie pewnie z rok czy dwa) eliminuję ze swojego słownika słowo „muszę”.
Staram się bardziej świadomie go używać, bo przecież nic nie muszę.
Co najwyżej chcę, potrzebuję albo powinienem.
Albo jeszcze inaczej: mogę coś zrobić.

I o dziwo, o ile jeszcze dwa lata temu „musiałem iść do pracy”, „musiałem iść po zakupy”
i „musiałem posprzątać”, to teraz nic nie muszę.
Teraz więc chcę iść do pracy (bo generalnie lubię i mi za to zapłacą), potrzebuję zrobić zakupy
(żeby mieć co zjeść i w co się ubrać) oraz powinienem posprzątać (bo chcę żyć w porządku).

Nie czuję żadnego przymusu do czegokolwiek.
Za to czuję wolność w tym co robię, bo to przecież ja decyduję o tym, co robię.
Dodatkowo, jeżeli pomyślę, że mogę coś zrobić, uruchamia to we mnie wdzięczność za to, co mam:

  • mogę iść do pracy (bo ją mam),
  • mogę zrobić zakupy (bo mam za co),
  • mogę posprzątać (bo mam gdzie mieszkać).

Mała rzecz, duża zmiana.

[Notatka na marginesie]
Pilnujemy, żeby syn też nic nie musiał, tylko chciał.
Najlepsze są momenty, kiedy zapomnę się i mówię, że coś muszę zrobić.
Wtedy pada pytanie:
-Tatusiu, musisz czy chcesz? :)

***

Michael Hyatt na swoim blogu opisuje podobne zjawisko, tyle że dotyczące słowa: próbować.
Nowe słowo, którego unikanie też może wyjść na dobre.

Michael opisuje dwie historie, które warte są przywołania.
Dobrze tłumaczą co złego jest w tym słowie.

Jedna historia, to fikcja.
Scena z filmu Gwiezdne Wojny.
Yoda uczy Skywalker’a panowania nad mocą.

https://www.youtube.com/watch?v=BQ4yd2W50No&feature=youtu.be

Nie jestem fanem, ale dialog mistrz-uczeń jest dobry.
Skywalker ma podnieść z bagna zatopiony statek powietrzny.
Na zachętę mistrza mówi: „OK, spróbuję.”
Na co Yoda wypowiada coś w stylu: „Nie ma spróbuję. Albo robisz, albo nie. Nie ma nic pomiędzy.”

Do. Or do not. There is no try.
Yoda

Druga historia z życia wzięta.
Wyglada na to, że uczniem Yoda (albo fanem Gwiezdnych Wojen) był Tonny Robbins.

Na jednym z jego wydarzeń, kobieta z widowni opisuje sytuację, w której pomino wielu prób ratowania,
małżeństwo przeżywa kryzys.
Próbowała „wszystkiego”, ale nic nie pomogło.
Na co Tony mówi, żeby spróbowała podnieść krzesło, na którym siedzi.
Kobieta wstała i podniosła krzesło.
Tony: miałaś spróbować, a ty podniosłaś. Spróbuj podnieść krzesło.
Kobieta zdezorientowana stoi i nic nie robi.
Tony: teraz nic nie zrobiłaś. Spróbuj podnieść krzesło.
Kobieta znowu podnosi krzesło.
Tony na to, że albo podnosi albo nic nie robi. A miała tylko spróbować podnieść.

Wniosek jest jeden:
albo coś robimy, albo czegoś nie robimy.
Nie ma stanu przejściowego.

Jest to może uproszczenie, pewnie że są sytuacje, w których próby czy starania powinny zostać nagrodzone.
Natomiast proponowane podejście  zmusza do zastanowienia: na ile się angażuję w to, co chcę osiągnąć,
a na ile udaję przed sobą lub przed innymi?
Kluczowe jest rozróżnienie, że „próbowanie” nie jest jednoznaczne z „działaniem”.
Nie chcesz czegoś robić, to tego nie rób, ale nie udawaj że „próbujesz”.

Pomocne pytania kontrolne:

  • Próbujesz schudnąć/być w formie, czy chudniesz?
  • Próbujesz naprawić relacje czy je naprawiasz?
  • Próbujesz zwiększyć ilość ofert sprzedażowych czy je zwiększasz?
Owocnego i skutecznego „robienia” życzę.

 

 


Nie pozbędziesz się nawyków

nawyki
W Wikipedii znajdziemy taką definicję:
„Nawyk – w terminologii psychologii zautomatyzowana czynność (sposób zachowania, reagowania), którą nabywa się w wyniku ćwiczenia (głównie przez powtarzanie).
Nawyk zautomatyzowany to wyuczony składnik zachowania się jednostki utworzony przez świadome uczenie się, poprzez z góry zamierzone ustalenie i automatyzację czynności pierwotnie nieautomatyzowanej (…)”

Do tego jeszcze kilka synonimów: skłonność, zwyczaj, odruch, nałóg, przywara.

Ponoć ludzki mózg jest tak zbudowany, że nie jest w stanie pozbyć się raz wypracowanych nawyków.

Jeżeli są to dobre nawyki, to nawet i dobrze.
Będą nam codziennie pomagać, odciążać naszą świadomość od zastanawiania się nad najprostszymi działaniami (np. oddychanie, wiązanie butów, mycie zębów – zastanawiacie się nad tymi czynnościami? Nie, po prostu się robią.).

Ale co z tymi złymi, co z tym czego chcielibyśmy sie pozbyć?
Czy to oznacza, że jesteśmy skazani na nasze ułomności do końca naszego życia?
Czy to oznacza że nie można pozbyć się np. nałogu palenia albo gryzienia paznokci?
Wiadomo, że można, życie pokazuje, że ludzie wychodzą z nałogów.

W jednej ze swoich konferencji (Zamknij oczy) dominikanin Adam Szustak bierze na warsztat właśnie nawyki.
(Jest wielce prawdopodobne, że schemat ten jest opisany i szeroko znany, natomiast ja pierwszy raz spotkałem się z tym u o.Adama.)

Schemat działania nawyku jest następujący:

  1. Wskazówka – najpierw pojawia się coś, co uruchamia działanie (nawyk). Może to być np.:
    • zdenerwowanie, jakaś frustrująca sytuacja/osoba
    • logo sieci fast food, zapachy dochodzące z restauracji.
  2. Działanie – następnie dochodzi do naszego działania, a więc na scenę wkracza konkretny nawyk uruchomiony wskazówką, np.:
    • odruchowe zapalenie papierosa wynikające ze zdenerwowania
    • zjedzenie hamburgera, bo nagle poczuliśmy się głodni czując zapachy z restauracji.
  3. Nagroda – cel (często nieuświadomiony) powyższego działania, coś przyjemnego, co spodziewaliśmy się osiągnąć (uczucie, stan umysłu itp.).

 

Chcąc się pozbyć złego nawyku powinniśmy myśleć tak naprawdę nie o pozbyciu się go, ale o zamianie na coś innego (w domyśle lepszego).

Kluczowym elementem zmiany nawyku jest świadomość siebie, swoich ograniczeń, tego co się z nami dzieje.
Żeby coś zmienić, najpierw trzeba sobie uświadomić, co nam doskwiera.
Znaleźć to, co nas zniewala (wg powyższego schematu):

  1. Wskazówka – co uruchamia wadę (zły nawyk, grzech)?
  2. Działanie – co robimy nawykowo (z określeniem tego nie powinno być problemu)?
  3. Nagroda – co tak naprawdę kryje się pod przyjemnością, po skończeniu działania (ale tak naprawdę, jakie jest drugie dno)?

 

Punkty 1 i 3 same w sobie nie są niczym złym, czymś co powinniśmy zmieniać, z czym powinniśmy walczyć.
Złem może być punkt 2, jeżeli po wskazówce uruchamia się złe działanie (gdy np. wybuchowo reagujemy na czyjeś zachowanie, później tego żałując).

Trzeba podmienić środek, czyli w miejscu działania złego nawyku (negatywnego działania) powinniśmy wprowadzić  nawyk pozytywny (dobre działanie).
Gdy pojawia się wskazówka, myślimy o czekającej nas nagrodzie.
W tym momencie powinniśmy zrobić dobry uczynek zastępujący zły, który i tak doprowadzi nas do tego samego poziomu szczęścia (nagrody).

Jako jeden z przykładów ojciec Adam podaje przykład osoby, która nawykowo gryzła paznokcie i po przepracowaniu zachowania wg powyższego schematu, udało jej się tego pozbyć.
Po pojawieniu się wskazówki (było nią coś w rodzaju swędzenia paznokci), zamiast gryzienia paznokci, wspomniana osoba pocierała palcami o uda, bądź też siadała na rękach (wkładała ręce pod uda).

Mogę podać swój przykład, który zadziałał wg powyższego schematu, choć wtedy jeszcze o nim nie słyszałem :)
Dla zdrowia, dobrego samopoczucia i poprawienia kondycji chciałem biegać.
Dwukrotnie zaczynałem.
Zaczynałem na jesień i udawało mi się wytrzymać do pierwszego śniegu (i mrozu).
Znajdowałem wtedy świetną wymówkę, że przecież jest za zimno na bieganie.
Za trzecim razem podszedłem do sprawy w inny sposób.

Po jakimś dniu pracy wracałem do domu bardzo zmęczony psychicznie (była to moja wskazówka, choć jeszcze wtedy tego tak nie nazywałem).
Często w takim stanie myślałem o czymś, co by mnie odprężyło (nagroda): posiedzieć z książką, oglądnąć jakiś film (działanie, choć raczej pasywnie).
Tym razem jednak przypomniałem sobie o tym, jak świetnie odprężony (choć fizycznie zmęczony) czułem się po przebiegnięciu kilku kilometrów.
I stwierdziłem, że lepiej odpocznę biegając niż siedząc w domu.
Przyszedłem do domu, przebrałem się i poszedłem biegać.
W środku zimy :)

Nawet teraz, jak nie zawsze udaje mi się biegać regularnie i pojawiają się przerwy w bieganiu, łatwiej jest mi do biegania wracać, bo znam schemat nawykowego działania.
Świadomość działania tego mechanizmu pomaga mi zamieniać odpoczywanie przez leniuchowanie na aktywny odpoczynek.

Powtórzę raz jeszcze: kluczowym czynnikiem jest świadomość.
Tego co robię i tego, co ze mną się dzieje.

Jak żyć świadomie?
Jak zacząć zmiany?

Ciekawy sposób usłyszałem u Andrzeja Burzyńskiego.
Przed dokonaniem nawykowego działania (papieros, wybuch gniewu) odrocz je na 2 sekundy.
Pomyśl przez chwilę, o tym co zamierzasz robić, a dopiero później to zrób.
Wystarczy tyle, aby z czasem zacząć bardziej świadomie działać.
I zmieniać to, co nam się w nas nie podoba, albo zaczynać robić to, co od dawna chcieliśmy robić.

Ile czasu zajmie zmiana?
Jak utrwalić nasze nowe nawyki?
Po prostu trzeba zacząć działać.
Świadomie :)
Mówi się, że czas wdrażania nawyku wynosi 2-3 tygodnie.
Na utrwalenie go, potrzeba 2-3 miesięcy.

Najtrudniejszy będzie początek.
A później?
Później, to już będzie nawyk.


Dodaj komentarz

Ciszej proszę… (3) – Lekcja o mitach, ale nie tych greckich

Newton

(…) jeśli siedzisz sobie samotnie w ogrodzie pod drzewem,
podczas gdy wszyscy inni stukają się ze sobą kieliszkami na ogrodowej werandzie,
to jest bardziej prawdopodobne, że to właśnie tobie spadnie na głowę jabłko. (s.117)

1.
Czym wyróżniają się najlepsi skrzypkowie?
Co ma wspólnego twórca pierwszych komputerów Apple (Steve Wozniak) z szachistami?
Wszyscy oni poświęcali (poświęcają) wiele godzin na pracę w samotności.
Tylko w ciszy można dopuścić swój geniusz do głosu.

Naukowcy pracujacy ze skrzypkami z Akademii Muzycznej w Berlinie stwierdzili, że najlepsi skrzypkowie w wieku 18 lat mają za sobą ok. 7000 godzin poświęconych na samodzielne ćwiczenia.
To jest ok. 2000 godzin więcej niż dobrzy skrzypkowie i 4000 godzin więcej niż przyszli nauczyciele muzyki.
Najlepsi poświecają ponad 3 godziny dziennie na pracę w samotności, najsłabsi tylko 1.

Ci sami naukowcy obserwowali szachistów.
Najlepsi z nich po 10 latach nauki mają za sobą 5000 godzin ćwiczeń odbywanych w samotności (analizy partii i opracowywanie strategii).
Pięć razy więcej niż gracze osiągający średni poziom gry.

To samo dotyczyło prac nad komputerami Apple.
Wozniak wyznał w swojej biografii, że poświęcał godziny przed i po pracy, w ciszy pracując nad swoim marzeniem – komputerem osobistym dostępnym dla każdego.

Kluczem do sukcesu jest zaangażowanie się w przemyślane i celowe doskonalenie naszych umiejętności.
A taki stan najłatwiej osiągnąć w ciszy i samotności i ciszy.

2.
W latach 50.-tych XX w. Alex Osborn, legendarny w swoich czasach menedżer branży reklamowej, pracował nad sposobami wyzwolenia kreatywności u swoich podwładnych.
Opracował technikę pracy, o której każdy pewnie słyszał, a jest nią burza mózgów.

Cała idea burzy mózgów sprowadza się do następujących zasad:
Nie osądzaj i nie krytykuj pomysłów innych.
Niech twoja myśl rozwija się w sposób jak najbardziej swobodny i nieskrępowany – im bardziej oryginalny pomysł, tym lepiej.
Dbaj o ilość – im więcej zgłaszasz pomysłów, tym lepiej.
Wykorzystuj i rozwijaj pomysły kolegów z zespołu.
Idea zyskała na popularności i dziś jest stosowana chyba wszędzie.

Idea wydawałoby się słuszna, tyle że już w latach 60.-tych została obalona przez badaczy pracujących z naukowcami z 3M (tymi od karteczek samoprzylepnych).
Okazało się, że najwięcej ilościowo i lepszych jakościowo pomysłów naukowcy zgłaszali pracując indywidualnie.
Kolejne badania prowadzone od tamtego czasu potwierdzają, że efektywność pracy w grupie zmniejsza się wprost proporcjonalnie do wielkości grupy.

3.
Zwykle podawane są trzy przyczyny, z powodu których burza mózgów nie działa zgodnie z założeniami:
próżniactwo społeczne – niektóre osoby pracując w grupie unikają nadmiernego zaangażowania
blokowanie produktywnosci – w danym momencie tylko jedna osoba może zabierać głos, pozostali w tym czasie nic nie robią.
lęk przed krytyczną oceną – ludzie boją się kompromitacji przed kolegami.
Potwierdzone zostało (z wykorzystaniem współczesnych technik neuroobrazowego badania mózgu), że jest w nas lęk przed odrzuceniem z grupy.
Ulegamy (sugestiom „głosu ludu”), aby zostać zaakceptowanym.

Jedynym niezaprzeczalnym pozytywnym efektem burzy mózgów jest tworzenie silniejszych więzi społecznych.
A aby skorzystać z innych dobrodziejstw pracy zespołowej (bo przecież nie jest tak, że zespoły nie wnoszą nic dobrego), należy skorzystać z procesu, w którym najpierw urządza się burzę mózgów ze sobą, a dopiero z wynikami przemyśleń dzieli się na forum.
Innymi słowy: przychodź zawsze przygotowany na spotkanie.

4.
Praca w przestrzeniach otwartych (open space), nadmierna stymulacja sensoryczna zakłóca proces uczenia się i powoduje spadek wydajności.
Warunki w pracy często mamy takie, że jak stwierdzono w jednej z ankiet przytaczanych przez autorkę: aby zrobić coś ważnego, mogę pracować wszędzie, byle poza własnym biurem.

Nawet wychwalana przez wielu umiejętność wielozadaniowości (multitasking) okazuje się mitem.
Mózg ludzki nie jest w stanie w pełni skupić się na kilku rzeczach na raz.
To co wygląda na wielozadaniowość, to szybkie przerzucanie się z jednej sprawy na drugą, w którym spada efektywność i zwiększa się ryzyko błędu.

5.
Kluczem do kreatywności nie jest odgórne wtłaczanie w „techniki kreatywne” (np. burza mózgów), ale stworzenie takich miejsc pracy, w których panuje luźna i niewymuszona atmosfera.
Bez konieczności nawiązywania niechcianych relacji, z możliwością kontrolowania warunków i środowiska pracy.

Niektórzy potrzebują więcej ciszy i spokoju, żeby dać z siebie wszystko.


Dodaj komentarz

Ciszej proszę… (2) – Lekcja o przywództwie, czyli autobus do Abilene

Fredkin

To wszystko przez tego Fredkina.
Jest beznadziejnym menedżerem, ale świetnym liderem,
i dlatego wszyscy podążają za nim prosto ku katastrofie.

 

1.
Zawsze wydawało mi się, że przywódcą może być osoba wygadana, śmiała i łatwo nawiązująca kontakty towarzyskie.
Wielkim odkryciem było dla mnie stwierdzenie, że istnieje bardzo mała zależność między byciem ekstrawertykiem a zdolnościami przywódczymi.

Co roku na Harvardzie przeprowadzane są ćwiczenia mające rozwinąć u studentów pozytywną synergię grupową (gdzie wynik całej grupy jest lepszy niż jej poszczególnych członków).
Zadanie polega na wyobrażeniu sobie, że jest się rozbitkiem z kilkunastoma przedmiotami uratowanymi z katastrofy.
Ocalałe przedmioty należy uporządkować w kolejności od najbardziej do najmniej potrzebnych do przeżycia.
Wyniki omawiane są następnie ze specjalistami od przeżycia (survivalu).

Okazuje się, że zespół ludzi wysoce inteligentnych (ale źle pokierowanych) osiąga dużo gorsze wyniki, niż ich poszczególni członkowie działający samodzielnie, czy też grupa ludzi mniej zdolnych.
Wynika to z faktu, że osoby znające się na rzeczy, ale zbyt ciche i za mało przekonujące, zostają zagłuszeni przez osoby nazbyt asertywne.
Nikt nie słucha cichych znawców, większość podąża za tym kto głośniej i pewniej przekonuje do swoich racji (nawet jeżeli są błędne).

2.
Zjawisko to zostało opisane jako paradoks Abilene (znany jako syndrom grupowego myślenia).
Przytaczana jest historyjka obrazująca to zjawisko:

W gorące popołudnie rodzina siedzi na werandzie domu w Texasie.
W pewnym momencie ktoś mówi: Ale nuda, moglibyśmy pojechać do Abilene.
Kiedy wysiadają z autobusu (droga jest długa, jest gorąco) ktoś stwierdza: Wiecie co, wcale nie chchiałem tu przyjechać.
A ktoś inny dorzuca: Ja też nie, ale myślałem, że wy chcecie.
I tak dalej, aż okazuje się, że nikt tego nie chciał.

Historia ta obrazuje tendencję do podążania za tym, kto inicjuje (jakiekolwiek) działanie.
Stąd też wielkie niebezpieczeństwo do podążania za ludźmi, którzy tylko dobrze się prezentują.
Bez sprawdzenia co mają nam do przekazania i jakie wartości kryją się pod ich ładną autoprezentacją.

3.
Guru zarządania, Peter Drucker, opisywał, że spotkał wielu skutecznych liderów biznesu.
Jedni byli niezwykle towarzyscy i otwarci, inni zamykali się w swoich biurach.
Jedni byli impulsywni, inni długo zastanawiali się, nad każdym rozwiązaniem.
Żaden z nich natomiast nie posiadał charyzmy.
A wiele osób przecenia to, jak otwarty na kontakty z ludźmi powinien być lider.
Najważniejsze decyzje i tak podejmowane są w zaciszu gabinetu.

W zarządzaniu za sprawą Jim’a Collinsa pojawiło się pojęcie cichego przywództwa (quiet leadership).
Stwierdził on, że do skutecznego  zarządzania firmą, nie potrzeba ludzi przebojowych,
ale liderów skupionych nie na rozwoju i umacnianiu swojego ego, ale na rozwoju i umacnianiu organizacji, którymi kierują.

4.
Na podstawie badań stwierdzono, że introwertyczni liderzy bardziej sprawdzają się (osiągają lesze rezultaty),
jeżeli przewodzą aktywnym pracownikom.
Natomiast w przypadku zespołów niezaangażowanych pracowników, lepsze wyniki otrzymują liderzy ekstrawertyczni.

Może to wynikać z faktu, iż w przypadku introwertyków, dzięki ich naturalnemu wsłuchiwaniu się w innych,
liderzy ci potrafią zebrać to co najlepsze spośród członków zespołu.
Natomiast wsłuchiwanie się w innych, może wynikać z chęci nauczenia się czegoś nowego.
Co jest kolejną cechą introwertyków – uczenie się dla samej przyjemności poznania czegoś nowego.

Można być cichym, spokojnym, skromnym i wycofanym i jednocześnie być dobrym liderem.