Notatki na marginesie

Luźne uwagi na temat przeczytanych książek (i nie tylko)


4 S znaczącej pracy

foto: własne

 

Teoretycznie i statystycznie praca zajmuje nam trzecią część naszego dorosłego życia.
Wiele osób nie wyobraża sobie przejścia na emeryturę i chce pracować (w rożnym wymiarze) również po osiągnięciu tzw. wieku emerytalnego.
Skoro więc mamy już coś robić, to robić to co ma znaczenie i sens.

Jak nadać sens pracy?
Neil Pasricha na stronie quietrev.com podaje 4 aspekty, na które warto zwrócić uwagę w pracy (angielskie nazwy zaczynają się od S, stąd 4S).

  1. Społeczeństwo (social) – jesteśmy najbardziej społecznie rozwiniętymi istotami na ziemi. Podobno więzi i relacje dają nam więcej szczęścia niż pieniądze czy nawet zdrowie. I dotyczy to zarówno ekstra- jaki i introwertyków. Jak to wykorzystać w pracy? Obiady w małym gronie czy wspólne przedsięwzięcia (wolontariat, zajęcia sportowe). Żeby nie odbywało się to kosztem życia prywatnego i rodziny, powinno odbywać się to w ramach godzin pracy (jest to realne, znam takie firmy).
  2. Struktura (structure) – w tygodniu jest 168 godzin. Żeby zachowaćrównowagę  po 56 godzin powinniśmy przeznaczyć na każdy aspekt naszego życia: praca (włączając dojazdy), odpoczynek (włączając prowadzenie domu) i sen. Średnio wychodzi po 8 godzin na dobę na każdą z tych czynności. Przypomina mi się lekcja historii i etap walki socjalistów o skrócenie czasu pracy robotników – 3 razy 8, czyli właśnie 8 godzin pracy, 8 godzin odpoczynku i 8 godzin snu. Dzisiaj nikt za nas nie będzie walczył i sami musimy o siebie zadbać (włączając pracę bardziej produktywną, tak aby nie siedzieć po godzinach). Zachowanie równowagi pozwala dobrze pracować i wnosić do pracy „zdobycze” z czasu wolnego (np. z rozwijania pasji).
  3. Stymulacja (stimulation) – ucz się czegoś nowego. Szukaj okazji do nauczenia się czegoś nowego. Chodzi o to, żeby się nie zasiedzieć, nie znudzić wykonywanymi obowiązkami. Można tego dokonać albo przez zmianę roli, zestawu obowiązków lub przez ulepszanie tego co już robimy (Notatka na marginesie: tu kłania się metoda Kaizen, o której pisałem tutaj). Ostatecznie można zmienić pracę jeżeli w obecnej się nie rozwijamy i mamy możliwość poszukać nowej. Zawsze powinniśmy odpowiedzieć TAK na pytania: Czy dużo się uczę? Czy dużo daję? Jeżeli nie możemy pozytywnie odpowiedzieć na jedno z pytań oznacza, że równowaga jest zachwiana i jedno rozwija się kosztem drugiego, co ostatecznie nie wpływa pozytywnie na nas.
  4. Historia (story) – oznacza, że czujemy się i jesteśmy częścią czegoś większego od siebie. Czy misja firmy i cele inne niż zyski tworzą wartość? Czy firma żyje tym co głosi? Jaka jest historia twojego miejsca pracy? Czy chwyta za serce?

Nie rezygnuj z pracy. Z pracy, która coś znaczy. Pracuj z pasją.
Zapomnij o pieniądzach. Skup się na czterech “esach”. Pieniądze przyjdą za nimi.

Reklamy


Schudnij z Kaizen

Metoda Kaizen (jap. dobra drobna zmiana) została opisana przez prof. Deming’a. Jest to „filozofia małych kroków”. Ustawiczny powolny rozwój (bez rewolucji) działający przez niewielkie stałe zmiany. 

Zasady Kaizen:

  1. Problemy stwarzają możliwości. 
  2. Pięć razy pytaj dlaczego – aby dojść do sedna problemu.
  3. Bierz pomysły od wszystkich.
  4. Myśl nad rozwiązaniami możliwymi do wdrożenia – nie skupiaj się nad tym czego nie masz.
  5. Odrzucaj ustalony stan rzeczy.
  6. Wymówki że czegoś nie da się zrobić, są zbędne.
  7. Wybieraj proste rozwiązania, nie czekając na te idealne.
  8. Użyj sprytu zamiast pieniędzy.
  9. Pomyłki koryguj na bieżąco.
  10. Ulepszanie nie ma końca.

Sama książka jest próbą zastosowania metodologii Kaizen w odchudzaniu. Autor (Jarosław Gibas) stara się przedstawić ideę i zachęca do zmiany podejścia do odchudzania. Nie znajdziemy w niej przepisów żywieniowych (nie licząc sposobu podania rzodkiewek :) ). Nie należy skupiać się na odchudzaniu i sprawdzaniu wagi, ale na zmianie stylu życia. Zdrowo się odżywiać, uprawiać sport dla zdrowia, a nie dla zrzucenia wagi. Waga sama spadnie przy okazji. 

Zmiany żywieniowe należy wprowadzać małymi kroczkami. Słodzisz 4 kostki cukru? Zacznij słodzić 3,5 kostki. Nie powinieneś zauważyć (odczuć) różnicy. Po tygodniu, dwóch zejdź do 3 kostek. Itd. Po kilku miesiącach dojdziesz do etapu, że nie będziesz w ogóle słodził. 

Zjadasz codziennie tabliczkę czekolady? Jedz nadal, ale przed zjedzeniem odłam i wyrzuć 1 kostkę. W ten sposób można stopniowo zniwelować złe nawyki żywieniowe. 

Nie ćwiczysz, a chcesz zacząć? Najpierw pomyśl jaki sport przyniesie ci radość. Jak to jest bieganie – nie wybieraj się od razu na 5 km przebieżkę. Zacznij od 5 min spaceru w pokoju. Z czasem zapragniesz wyjsć z domu. 

Ćwicz i jedz z przyjemnością. Ale zdrowo. Zamiast jedzenia suchych rzodkiewek, dodaj oliwę, awokado, pieprz (bo jemy oczami, a przyjemniej się je coś co ładnie wygląda). I jedz powoli. Informacja o sytości dociera do mózgu z opóźnieniem. 

Zmiany wprowadzaj stopniowo i rób to, co przyjemne. Zaangażuj ciekawość i chęć poznawania nowych rzeczy. 

Że zajmie to więcej czasu niż dieta cud? Nie szkodzi. Efekt za to będzie trwalszy. A o to przecież w odchudzaniu chodzi. 

Polecam. I Kaizen i książkę. 


10 sposobów na produktywne wykorzystanie telefonu

https://www.flickr.com/photos/theeerin/7065570887/in/photolist-bLmU4H-r7Lwtu-GwevqD-dTfobA-4PZ4XM-4s1Yqs-64CBvU-6BumU1-4Tr4JT-uvVQM-7HtXAZ-dpBbh-4w3TtR-dT9LwB-9afmjr-61cZAa-teGEFQ-GcTf8G-4pstA3-NxAtM-9vthFm-5s4wEZ-rprVD-7KLMDQ-4w7W9e-pwhkQ-6aSr18-jXckGe-qTZZMH-aQk5jZ-DivW-7DSgxa-dPUTp6-53LM6m-8DzPMc-4NHaj-bMXohp-9v9yVM-dkvGUQ-4hAPNF-75tLnF-d5Bymd-7UQUCc-nNijp-ax2mcF-7UQULc-aHSCqX-7UUbgQ-8gMB7U-dRSpva

foto: Erin Nekervis

 

Przytaczając wywiad umieszczony w grudniowym numerze „W drodze”, dziś do Betlejem prędzej niż gwiazda na niebie doprowadziłby nas post na Facebooku.
I nie chodzi tu tylko o naszą słabą orientację na niebie, ale o nasze przywiązanie do urządzeń mobilnych.
Jak już jesteśmy przyklejeni do telefonu, wykorzystajmy go, aby zaoszczędzić, a nie zmarnować czas.

Jak to zrobić?
W najprostszej wersji: odinstalować Facebooka :)
Chyba że fb jest naszym narzędziem pracy.

Wersja rozwinięta może zawierać następujące czynności (inspiracja od Time Management Ninja blog):

  1. Zaplanuj dzień. Zrób przegląd kalendarza (lub wpisz wydarzenia w kalendarz): co cię dziś czeka, gdzie i o której godzinie. Upewnij się że pamiętasz o wszystkim i przygotuj się na spotkania. Osobiście dzień zaczynam od rzucenia okiem w kalendarz, nastawiam się mentalnie na to, co mnie czeka, czy muszę szybko wyjść z domu czy mogę przedłużyć śniadanie.
  2. Przeglądnij listę zadań do zrobienia. Jak wyżej. Sprawdź i zaktualizuj nie status na mediach społecznościowych, ale stan zadań do wykonania. Czym powinieneś zająć się w pierwszej kolejności, odznacz jako wykonane te zadania, które już wykonałeś. Jeżeli używasz elektronicznej wersji listy zadań do zrobienia (do czego zachęcam tutaj) masz ją zawsze ze sobą. Nozbe, narzędzie którego ja używam,posiada integrację z kalendarzem. Dzięki temu zerkając w mój kalendarz widzę i nadchodzące spotkania i czekające na mnie zadania do zrobienia.
  3. Zapisz pomysły. Te najlepsze przychodzą w najmniej spodziewanym momencie. Jeżeli potrzebuję uchwycić jakiś pomysł – wrzucam go do inboxa w Nozbe. Jeżeli chcę napisać od razu coś więcej – używam Evernote. Dzięki synchronizacji dostępne są i na komputerze i na tablecie, gdzie można nad nimi pracować dalej (lub usunąć jeżeli okażą się nietrafionym pomysłem ;).
  4. Przeprocesuj maile. Nie chodzi o przeczytanie i zostawienie ich w skrzynce w tym samym miejscu do ponownego przeczytania. Zrób z nimi od razu porządek, w zależności od potrzeby: odpowiedz, zarchiwizuj lub usuń (więcej na ten temat tutaj)
  5. Przeczytaj (posłuchaj) książkę. Jeden z moich ulubionych punktów. Dla mnie oczywisty :) A od kiedy odkryłem i polubiłem audiobooki nie muszę męczyć oczu (zwłaszcza po całym dniu przed komputerem). Dla wątpiących: słuchana książka też się liczy jako przeczytana :)
  6. Zrób zakupy. W dobie zakupów internetowych oczywisty sposób na zaoszczędzenie czasu.
  7. Naucz się czegoś nowego. Posłuchaj podcastów, poucz się języka, oglądnij filmy instruktażowe. W internatach tematyka od wyboru do koloru, co kto lubi.
  8. Zadzwoń do kogoś. Ostatecznie do tego służy telefon :) Krótka rozmowa może czasem załatwić więcej niż długi SMS czy mail.
  9. Załatw sprawy służbowe / szkolne. Bądź w kontakcie ze współpracownikami / kolegami w celu omówienia czy skomentowania projektu nad którym pracujesz (skype, trello, komentarze w Nozbe czy innej aplikacji do zarządzania zadaniami i projektami, no i grupy na fb).
  10. Prowadź dziennik. Warto znaleźć chwile czasu dla siebie i wzbudzić refleksję nad tym czym i jak się żyje. Wszystko po to, żeby żyć świadomie. A przez to lepiej (więcej na ten temat tutaj).

Nie jest to oczywiście wyczerpująca lista, a jedynie propozycja.
Jak dowiedli „amerykańscy naukowcy” średnio sięgamy po telefon 80 razy w ciagu dnia.
Dużo.
Z moich obserwacji wynika, że na erkanach króluje FB albo jakieś inne gry.
A zamiast tego warto wykorzystać telefon do czegoś co podniesie jakość naszego życia.
Wejdź na wyższy poziom Candy Crush i je wyłącz :)
Produktywnego dnia życzę.

 


Życie jest jak…

https://www.flickr.com/photos/infomastern/11819595315/

foto: Susanne Nilsson

Mówi się, że życie jest jak pudełko czekoladek.
Że przynosi niespodzianki.
Że nie zawsze trafi się na te ulubione smaki.
Że przypadkowo można poznać jakiś nowy smak, który polubimy.

Może.

Mnie bardziej podoba się inne stwierdzenie, które przypomniałem sobie niedawno.
Również kulinarne:

Życie jest jak szwedzki stół.

Usłyszałem je kilka lat temu na szkoleniu „z Coveya” przy okazji omawiania zasady „win-win”.
Więcej zyska się współpracując niż się zwalczajac.
Nie ma się co bać, że jak komuś pomożemy, to nam zabraknie.
Żebyśmy tak myśleli o świecie, potrzeba rozwijać w sobie mentalność dostatku.
To że ktoś wygrywa nie oznacza wcale, że ja przegrywam.
Dla wszystkich wystarczy jedzenia.
Pod warunkiem, że nie będę się upierał żeby zjeść jajecznicę z parówką (tak jak wszyscy inni).

Przy okazji polecam „7 nawyków skutecznego działania” Stephen’a Coveya.
Jeżeli miałbym przeczytać jeden poradnik – to właśnie ten.
Jeżeli miałbym pójść na jedno szkolenie – to właśnie z nawyków.

Zasoby są praktycznie nieograniczone, trzeba tylko otworzyć się na nowe dania.

Smacznego.


Inbox zero

http://www.nerdmeritbadges.com

 

Cofnijmy się w czasie.
Jest sierpień 2015.
Służbowa skrzynka pocztowa: stwierdzam z przykrością, że ilość maili w skrzynce przychodzącej (z ang. inbox) wynosi ponad 6 000 (sic!). I nie jest to bynajmniej spowodowane niezaglądaniem do skrzynki z powodu dwutygodniowego urlopu.
Stan ten ciągnął się od kilku dobrych lat.

Coś trzeba było z tym zrobić.
Pomijam fakt upomnień wysyłanych przez dział IT o wykorzystaniu limitu na dysku :)
Zapełniona skrzynka pocztowa mi osobiście przeszkadzała.
Nie czułem się komfortowo z taką ilością wiadomości „plątających” się po komputerze.

 


W tamtym czasie byłem na etapie wdrażania technik produktywności w życie służbowe i prywatne.

W tym zasad dotyczących „higieny” pocztowej.

Jednym z aspektów jest inbox zero.
Podejście mające na celu taką obsługę maili, żeby na koniec dnia w skrzynce przychodzącej nie było żadnej wiadomości.

Opcji i wariantów jest kilka.
Opiszę jeden, który znalazłem na blogu Michael’a Hyatt’a (w oparciu o Getting Things Done David’a Allen’a).

Jak doprowadzić do inbox zero?

Należy obsługiwać (procesować) każdą wiadomość tylko jeden raz.
Przeczytać każdego maila tylko jeden raz.
A nie, przeczytać, zostawić i po kilku dniach ponownie do niego wracać.
W ten sposób maile tylko przyrastają zamiast się „załatwiać” (Michał Śliwiński twórca Nozbe lubi używać stwierdzenia że on nie czyta maili, tylko je załatwia).

Obsługując każdą wiadomość należy zadać pytanie:

  • Czy ta wiadomość wymaga ode mnie działania?
  • Czy jestem proszony o zrobienie czegoś?

Jeżeli odpowiedź brzmi TAK, możliwe są trzy opcje:

  1. Zrób to (ang. do).Nie odkładaj na później. Zrób to teraz. David Allen mówi o zasadzie 2 minut: jeżeli zrobienie czegoś zajmie ci mniej niż dwie minuty, zrób to od razu.
    Dzięki temu sprawy znikną z twojej listy zadań zanim się na niej pojawią :)
  2. Deleguj (ang. delegate).I nie chodzi o „spychologię”, ale zdrowe podejście, gdzie wiemy, że ktoś inny może zrobić to zadanie lepiej, szybciej czy taniej.
    Ty powinieneś skupić się na robieniu zadań, do których wnosisz wartość dodaną.
    Michael cytuje pana Dawson’a Trotman’a, który powiedział:
    “Przyjąłem sobie za cel, nigdy nie robić niczego, co mogą lub zrobią inni, podczas gdy jest tyle ważnych rzeczy do zrobienia, których inni nie mogą lub nie chcą zrobić.” 
  3. Odłóż na później (ang. defer).Świadomie zdecyduj o odłożeniu danej sprawy i wpisaniu go na listę zadań do zrobienia.
    Być może zadanie wymaga więcej niż dwie minuty.
    Może nie jesteś w stanie tego delegować.
    Zaplanuj czas kiedy się tym zajmiesz.
Notatka na marginesie:
Polecam Nozbe, do którego można wysłać maila i utworzyć z niego zadanie. 
Więcej o Nozbe we wcześniejszym wpisie.

Jeżeli natomiast odpowiedź brzmi NIE, czyli zadanie nie wymaga naszej aktywności (nikt nas o nic nie prosi), opcje są dwie:

  1. Usuń (ang. delete).Po prostu :) Jeżeli uważamy, że nie będziemy potrzebowali tej wiadomości w przyszłości, należy ją usunąć. A co gdy usuniemy jakąś ważną wiadomość? Teoria Michael’a: jeżeli wiadomość była naprawdę ważna, to ktoś gdzieś posiada jej kopię :)
  2. Zarchiwizuj (ang. file, Michael nie znalazł odpowiedniego słowa na D :) ).Jeżeli wiadomość nie wymaga naszej reakcji i uważamy, że może przydać się w przyszłości, można przesunąć ją do odpowiednich katalogów np. w programie pocztowym. Michael zaleca właściwie jeden folder do archiwizacji, bez jakiejś wyrafinowanej metody katalogowania. Komputer powinien poradzić sobie z przeszukaniem tego folderu wg potrzebnych kryteriów.

W przypadku watpliwości czy wiadomość usunąć czy zarchiwizować, lepiej ją zarchiwizować.
Zawsze można ją później usunąć.

https://www.flickr.com/photos/10ch/3204380917/in/album-72157612646615723/

foto: 10ch (flickr)

Co natomiast zrobić w przypadku, gdy ma się tysiące wiadomości zalegających w skrzynce odbiorczej?

Coś, co Michael nazywa ogłoszeniem mailowego bankructwa.
Coś, czego nie nazwałem, ale intuicyjnie zrobiłem z moimi sześcioma tysiącami maili.
Zrób archiwizację wiadomości, zostaw 20 najświeższych, a resztę usuń.
Nawet, jak ktoś będzie się dopominał o odpowiedź na wiadomość, którą usunęliśmy, można się wytłumaczyć, że ją przeoczyliśmy i poprosić o ponowne wysłanie jej do nas.
Trudno.
Koszt uporządkowania sobie życia.

***

Jest lipiec 2016.
Służbowa skrzynka pocztowa: ilość maili w skrzynce przychodzącej oscyluje w ostatnim czasie wokół 100 maili.

Jak widać, do celu „inbox zero” jeszcze wiele brakuje.
Przyczyny takiego stanu są nastepujące.
Po pierwsze, cały czas jestem w trakcie wyrabiania nawyku regularnego procesowania wiadomości.
A po drugie, nadal szukam mojego sposobu, mojej wersji radzenia sobie z katalogowaniem.
Jak przechowywać wiadomości, które są w trakcie załatwiania (delegowane lub też czekające na moją reakcję)?

W tym miejscu chcę wspomnieć o jeszcze jednej technice, która bardzo pomaga mi w pilnowaniu spraw delegowanych bądź oczekujących na działania innych osób.
Technika opisana przez Piotra Nabielca w książce „Effective multitasking” (z ang. skuteczna wielozadaniowość).

Notatka na marginesie:
Autor stara się przekonać, że tak naprawdę nie jesteśmy wielozadaniowi, bo nie możemy robić dobrze kilku spraw jednocześnie. 
Aby być skutecznym, należy się skupić na wykonywaniu jednej sprawy na raz. 
 
Z katalogu wiadomości wysłanych należy wydzielić maile wymagające odpowiedzi od innych i umieścić je w katalogu „oczekujące” (ang. awaiting response).
Dzięki temu w jednym miejscu mam wiadomości i sprawy uzależnione od działania innych.
I jeżeli w wyniku sprzątania swoich skrzynek pocztowych zdarzy im się usunąć mojego maila :) w łatwy sposób mogę im wysłać ponownie maila z przypomnieniem.

Mam nad czym pracować.
I wiem, że w końcu wypracuję swoją metodę i poczuję, że panuję nad zalewem wiadomości.

Nie dla samego zajmowania się wiadomościami, ale dla poczucia uporządkowanego życia.

Kolejne wyzwanie: skrzynka prywatna :)


Bądź pustą głową

 

Ile to razy myślałem o czymś i byłem pewny, że zapamiętam, a kiedy przychodziło co do czego, to mi to po prostu wylatywało z głowy.
Najgorsze było później przypominanie sobie: Co ja takiego miałem zrobić? O czym miałem pamietać?

Każdemu pewnie nie raz się to zdarzyło.
Mnie już się nie zdarza :)

Pamietam o wszystkim, co mi przyjdzie do głowy i co mam do zrobienia.
Bynajmniej nie dlatego, że mam superpamięć.
Nie mam i dlatego wszystko zapisuję.

Jeżeli wpadłem na genialny pomysł, coś mnie zachwyciło, czy naszła mnie chwila refleksji zapisuję to w dzienniku.

Notatka na marginesie:
Więcej we wpisie o prowadzeniu dziennika:
 
 

Jeżeli natomiast chcę coś zrobić (bo ja nic nie muszę), to zapisuję to na liście spraw do zrobienia.

Notatka na marginesie:
Sprawdź dlaczego nic nie muszę:
 

Muszę czy chcę, próbuję czy robię?

Idea wyrzucania spraw z głowy jest pierwszym krokiem w metodologii zarządzania czasem Getting Things Done (GTD) opisanej przez Davida Allen’a.

Zasada jest prosta:
spisz wszystko co masz w głowie. 

Nie traktuj głowy jako magazynu do przechowywania spraw.
Używaj jej do kreatywnego myślenia.
Jak oporóżnisz ją ze zbędnych rzeczy, to zwolnią się zasoby na myślenie :)

Jak zacząć?

Weź kartkę, długopis i pisz przez 15-30 min wszystko o czym w danej chwili myślisz.
Wszystko.
Później ocenisz, czy to jest wartościowe i można i trzeba coś z tym zrobić, czy nie.

Po opróżnieniu głowy przyjrzyj się sprawom, ktore spisałeś.
Część z nich to będą sprawy do zrobienia, którymi po prostu trzeba się zająć.
Mając listę spraw do wykonania, warto je gdzieś spisać w osobnym miejscu, żeby łatwiej do nich wracać.
Może to być tradycyjna kartka czy notes ze sprawami do wykonania.

Notatka na marginesie:
Zamiast kartki można użyć karteczek samoprzylepnych (typu post-it).
Każda sprawa jest zapisana na oddzielnej karteczce.
Łatwiej później spisane sprawy pogrupować w powiązane ze sobą sprawy (zadania).

Zobacz przykład

Ja preferuję (i polecam) wersję elektroniczną.
Nawet najprostszy telefon ma wbudowaną funkcję przypomnień, która lest lepsza od kartki (łatwiej panować nad powtarzalnymi zadaniami).
Osobiście polecam pójść krok dalej i używać dedykowanych aplikacji do zarządzania zadaniami i projektami.

Podstawowe zalety programów do zarządzania zadaniami:

  • Zawsze pod ręką – z telefonem raczej w ogóle się nie rozstajemy
  • Zadania można grupować w projekty – zawsze koło siebie znajdują się zadania, które prowadzą do osiągnięcia danego celu.
    A o to chodzi w całej zabawie, żeby osiągać to, co planowaliśmy.
  • Współdzielenie zadań – w łatwy sposób można delegować konkretne zadania osobom, które zaprosiliśmy do konkretnego projektu.
  • Dodatkowe informacje przy każdym zadaniu – można dodać notatki, komentarze czy zdjęcia, które pomagają w realizacji danego zadania.

 

Notatka na marginesie:
Przykład: mam projekt Lekarz, w którym żona może mi przydzielić zadanie, np. umówienie wizyty.
W tym samym momencie widzię to zadanie u siebie na telefonie (dostaję powiadomienie).
Nie musi dzwonić do mnie w tej sprawie, wysyłać SMS, przypominać itd.
Program przypomni mi o załatwieniu tej sprawy.
W komentarzu do zadania może dodać informacje np. na temat preferowanych godzin wizyty itp. 
Jeżeli wykonam zadanie, odznaczam je i żona od razu widzi, że zrobiłem o co mnie poprosiła. 
Wyższy stopień komunikacji :) 
A rozmowy telefoniczne przeznaczamy na przyjemniejsze sprawy. 

Dla chętnych, którzy nie znają podejścia GTD, poznania tematu produktywności, polecam video kurs:

Kurs produktywności w 10 krokach

Notatka na marginesie:
Osobiście używam Nozbe, ze względu na jego funkcjonalność, wygląd i niesamowite podejście do obsługi klienta :) 
Używam i testowałem kilka innych, ale ten mi najbardziej pasuje. 
Ze względu na ilość projektów używam wersji płatnej. 
Zachęcam do wypróbowania (to nic nie kosztuje).
Jeżeli chcesz możesz skorzystać z poniższego linku (link afiliacyjny), aby założyć darmowe konto w Nozbe.
Jeżeli program ci się spodoba, decydując się na wersję płatną otrzymasz 10% zniżki.
(Samo założenie nic nie kosztuje, i do 5 projektów jest darmowe):
 

Załóż konto w Nozbe

Reasumując:
Niezależnie od tego, jaki system będziesz używał (kartka, telefon, komputer), nie trzymaj listy spraw do wykonania w głowie.
Wyrzucaj na zewnątrz.

Bądź pustą głową.
Magazynuj wspomnienia i emocje, a nie sprawy do załatwienia.


Samoświadomość

foto: matchbox

 

Nie lubię pytań w stylu: powiedz mi jaki jesteś? Co potrafisz?

Ponoć każdy człowiek ma 3000 umiejętności.
Hmm… gdy zacząłem myślec o tym, co potrafię, wypisałem 3 umiejętności.
W kontekście zawodowym, bo nie mówię o umiejętnościach typu: wiązanie butów, czytanie, pisanie :)

Dzisiaj po kilku dniach, lista ma 13 punktów.

Sposobem na odkrycie siebie, jest myślenie o sobie i słuchanie siebie.

Jak odkryć siebie?

Jedz śniadanie i skup się na jedzeniu (nie przeglądaj FB w tym czasie).
Czekając na autobus, nic nie rób, poza czekaniem (nie słuchaj muzyki, nie czytaj książki).
Pisz dziennik.

Notatka na marginesie:
Jak w łatwy sposób zacząć pisać dziennik?
Zapraszam do wpisu:

Pisz dziennik, będziesz sławny

Miej chwilę na czas z samym sobą.

Nawet jeśli od razu nie będzie widać zmian, one przyjdą.
Mózg zauważy, że dajemy mu chwilę wytchnienia i zacznie pracować dla nas.

Ostatnio słyszałem historię znajomego, który miał robiony rezonans i przez 20 min leżał bezczynnie.
Później przyznał, że to było to najgorsze 20 min w życiu.
Nuda. Nie mógł nic robić.

Dokąd my zmierzamy, że nudzi nas 20 min spędzone sam na sam z sobą samym?

Nie bójmy sie ciszy.
Nie bójmy się siebie.