Notatki na marginesie

Luźne uwagi na temat przeczytanych książek (i nie tylko)


Zepsułeś? Napraw!

foto: własne

W biznesie jak w małżeństwie, w małżeństwie jak w biznesie.
Przynajmniej czasami.

Nawiązuję do wpisu na blogu Michael’a Hyatt’a, który stwierdza, że każdy lider nawali w relacjach ze współpracownikami.
Tak, jak zawsze stanie się to w rodzinie.
Prędzej czy później, coś popsujemy w małżeństwie czy innym bliskim związku.
To jak wychodzimy z tego “kryzysu”, może być pomocne również w relacjach biznesowych.

Proponowane kroki naprawy relacji do wykorzystania w domu i biurze:

  1. Weź odpowiedzialność za to, co się stało. Przyznaj się do błędu. Unikanie odpowiedzialność nie uczy niczego dobrego, a wręcz pokazuje innym, że nie warto się starać. Co w dalszym etapie prowadzi do rozpadu relacji czy zespołu.
  2. Nie broń się. Próbując się bronić, dbamy o nasze ego, a nie o relacje. Jak ostatnio usłyszałem: albo masz racje, albo relacje. Coś w tym jest. Czasami za wszelką cenę próbujemy obronić swoje zdanie, nie zważając na to, że ranimy najbliższych.
  3. Unikaj JEŻELI oraz ALE. Mogą się zdarzyć sytuacje, w których na nasze zachowanie wpłynęły czynniki zewnętrzne. Tyle, że w czasie kryzysu druga strona (i my sami też) może pomylić wyjaśnianie z wymówkami. Nieświadomie możemy szukać wytłumaczenia w czynnikach zewnętrznych, próbując ukryć nasz błąd. A to nie służy pojednaniu.
  4. Bądź empatyczny. Krok służący do pojednania. Do odnowienia relacji. Pokazujemy, że jesteśmy blisko drogiej osoby, że rozumiemy że swoim zachowaniem zraniliśmy drugą osobę. Nie oddalamy się od innych, ale jesteśmy po, to żeby naprawić co zostało zepsute.
  5. Proś o wybaczenie. Zranienie i naprawa go wymaga zamknięcia przeproszeniem i wybaczeniem. Oczywiście nie jesteśmy zwolnieni z pracy jeżeli druga strona nie udzieliła nam (jeszcze) przebaczenia. Oznacza to, że musimy dalej pracować nad uleczeniem zranienia. Nasze starania o uleczenie relacji (odłożenie ego na bok) sprawią, że w końcu przebaczenie nastąpi.
Jak mówi pan Michael: Każdy może zniszczyć relacje. Jedynie osoba odważna podejmuje się ich naprawy.
Odwagi!


Bezpieczne dziecko

foto: własne

Dzieci wejdą w życie z tym co im przekażemy. Nie często o tym myślimy, ale poniższe porady mogą uratować im życie.

W książce Ken’a Canfield’a „Zabawa, nauka, rozwój. Dla ojców przedszkolaków” znalazłem ciekawe zagadnienia dotyczących rodzicielstwa (a dokładnie ojcostwa). Jest kilka szczególnie ważnych obszarów, o które powinniśmy zadbać, aby dobrze przygotować nasze dzieci do wyjścia w świat. Jednym z nich jest bezpieczeństwo dziecka. Mamy im je zapewnić. Mam (ja jako ojciec szczególnie) być ochroniarzem własnych dzieci. Sprawić żeby poczuły się pewniej w świecie który może być dla nich przerażający. Traktować je jak VIP. I przekazać zasady, które pomogą lepiej (i bezpieczniej) funkcjonować.

Poniżej kilka z nich:

1.Omawiać sposoby zachowania w niebezpieczeństwie, np.:

  • Pożar
  • Wypadek
  • Zgubienie się

2.Bawić się w „co by było gdyby”

  • Dać dziecku możliwość odpowiedzenia
  • Podpowiadać „może mógłbyś zrobić to i to”, a co zamiast tego (jeżeli odpowiedz jest zła)

3.Przygotuj dzieci na najgorsze

  • Co zrobić w razie pożaru, powodzi
  • Jak zadzwonić na nr alarmowy
  • Jakich sprzętów nie używać
  • Naucz dziecko twojego nr telefonu i adresu zamieszkania, gdyby się zgubiły
  • Naucz dzieci pływać
  • Naucz zasad pierwszej pomocy
  • Naucz zachowania dystansu z nieznajomymi
  • Uświadom co to jest dobry i zły (dziwny) dotyk
  • Naucz mowić „nie” gdyby ktoś je źle traktował
  • Naucz jak rozróżnić kto jest pracownikiem w danym sklepie (do kogo może podejść np w razie zgubienia się)
  • Naucz, aby nie rozmawiać z nieznajomymi przez drzwi podczas nieobecności rodziców (to samo przez telefon)
  • Naucz żeby żaden dorosły nie zmuszał dzieci do trzymania tajemnicy przed rodzicami

4.Chronić dzieci przed nami samymi

  • Nie być zbyt lekkomyślnym
  • Kierować się zdrowym rozsądkiem, a nie zbytnim entuzjazmem
  • Pytać żonę jak postrzega nasze (często szalone męskie) pomysły

Notatka na marginesie:
Podczas wizyty w supermarkecie, centrum handlowym czy nawet spaceru rozmawiałem z synem na temat tego do kogo może podejść w przypadku zgubienia się, co powinien zrobić gdyby zauważył naszą nieobecność.  Po jakimś czasie sam wskazywał i rozpoznawał ludzi z obsługi. Przydało się. 

Pewnego razu podczas zakupów w dużym centrum sportowym przeszliśmy od jednego regału do drugiego. Cały czas widzieliśmy nasze dziecko, więc byliśmy spokojni. On nie, bo nie zauważył (a my mu nie powiedzieliśmy) naszego przejścia. Zorientowaliśmy się, że coś jest nie tak, jak zaczął nas wołać. Z boku widziałem jak z płaczem podchodzi do pani z obsługi i tłumaczy, że się zgubił. Jestem pewien, że wcześniejsze rozmowy pomogły mu zachować się właściwie i z większym spokojem. 

Na koniec rymowanka Neli, która również może być pomocna w uczeniu bezpiecznych zachowań:

„Nie wiesz co to, nie dotykaj, idź sie lepiej mamy (taty) spytaj”.


Trzy słoiki

TrzySloiki

 

W końcu udało nam się zrobić puszki na pieniądze wg tzw. metody „trzech słoików”.
Polega ona na utworzeniu przysłowiowych słoików-skarbonek i dzieleniu kieszonkowego na trzy kategorie:

  1. Dawanie. Od najmłodszego możemy uczyć nasze dzieci mentalności dostatku i dobroczynności. Niezależnie od tego ile się zarabia (lub dostaje kieszonkowego) możemy podzielić się z bardziej potrzebującymi od nas czy instytucjami, które wspieramy (skarbonka dla ubogich, akcja na ulicy czy taca w kościele).
  2. Oszczędzanie. Czym Jaś za młodu… tym Jan na starość… Dobre nawyki warto kształtować od najmłodszych lat. A jest co kształtować, bo dorośli prawie nie oszczędzają. A że oszczędzać warto, to wiadomo, bo o ile ZUS jeszcze płaci emerytury naszym rodzicom, to naszym dzieciom na pewno nie zapłaci. I znowu, niezależnie od tego ile zarabiamy, warto kształtować nawyk oszczędzania.
  3. Wydawanie. Nie ma takich pieniędzy, których nie można by wydać. Stąd też powyższa kolejność. Pomagamy, odkładamy dla siebie, a dopiero resztę wydajemy. Myślę, że taka właśnie kolejność zaowocuje u naszych dzieci na przyszłość. Najpierw rzeczy najważniejsze, a później przyjemności. Od tej pory na zachcianki (słodycze, karuzele itp.) dziecko wydaje swoje pieniądze. Już więcej nie powinno być scen w kolejce do kasy w stylu „kup mi to”. Naszą reakcją od tej pory jest: masz swoje pieniądze na wydawanie. Kup sobie sam.

Ile pieniędzy przeznaczać na każdą z kategorii?
Szkół jest kilka.
Wg jednej z nich podział wygląda następująco:

  • Dawanie 10%
  • Oszczędzanie 20%
  • Wydawanie 70%

Dlaczego taki? A dlaczego nie :)
A tak na poważnie: bo łatwo jest policzyć ile to jest 10 i 20 procent od otrzymanej (zarobionej) kwoty :)
A resztę odkładamy (a właściwie dziecko powinno odkładać) do trzeciej skarbonki.

W przypadku młodszych dzieci (4-7 lat), kiedy potrzeby wydawania nie są jeszcze na tyle duże, proporcje oszczędzania i wydawania można odwrócić, tzn.:

  • Dawanie 10%
  • Oszczędzanie 70%
  • Wydawanie 20%

Tak naprawdę procenty można ustalić indywidualnie, wg własnego uznania.
Najważniejsze żeby zacząć stosować.
I dostosowywać,  eksperymentować i zmieniać w razie potrzeby.

Jakie skarbonki?
Najlepiej przeźroczyste.
Łatwo dostępne dla dziecka.
Tak, żeby w każdej chwili miało do nich dostęp.
Żeby mogło „bawić się” pieniędzmi.
Liczyć, sprawdzać ile już uzbierało.

Skarbonki na zdjęciu to najprostsze plastykowe pojemniki na żywność.
Oznaczenia można zrobić samemu lub kupić np. tutaj

Najważniejsze to zainwestować w dziecko czas i nauczyć je podstawowych umiejętności, które pomogą mu później w dorosłym życiu.


Jak nauczyć dziecko jazdy na rowerze?

https://www.flickr.com/photos/ajay13/27242873440/

foto: Aikawa Ke

Obserwując “męczarnie” rodziców uczących dzieci jeździć na rowerze i dzieci próbujące nauczyć się tej sztuki, postanowiłem napisać słów kilka o tym, jak to można zrobić sprawnie.

Przez “męczarnie” mam na myśli biegi rodziców za rowerkiem z doczepionym kijkiem (jak dla mnie to jest męczarnia).
Jest prostszy sposób.

Nie wiem też, jak długo trwa proces nauki jazdy na rowerze od momentu doczepienia dodatkowych kółek do ich zdjęcia i jazdy na dwóch kółkach.
Ale pewnie dłużej niż dwie godziny.

Dlaczego dwie?
Bo tyle trwało nauczenie się jazdy na dwóch kółkach w naszym przypadku.

Ale od początku:
Naukę zaczęliśmy od wsadzenia pociechy na rowerek typu biegaczek (ang. run and ride), na którym to dziecko “pędzi” odpychając się od podłoża własnymi nogami.
Po dwóch latach, jak już dorosło do roweru z pedałami, przesiedliśmy się na taki właśnie.
Wybraliśmy w miarę lekki, co by nie utrudniać przyjemności z jazdy (to co czasami można znaleźć w sklepach przechodzi moje pojęcie dziecięcego rowerka).
Ale..

I tu przechodzimy do sedna sprawy: odkręciliśmy pedała i zachęcaliśmy do jazdy w stylu run and ride, czyli odpychając się własnymi nogami.
Po dwóch godzinach dziecko złapało równowagę na nowym “biegaczku” i to był moment, w którym można było dokręcić pedała.
Dzięki temu, że nauczyło się równowagi bez pedałów, szybciej nauczyło się jeździć na docelowym rowerze.

Przyjemność dla dziecka (bo nie zerka co chwilę czy rodzic na pewno trzyma za kijek) i przyjemność dla rodzica (bo nie trzeba biegać za dzieckiem).

Polecam.


#3 skuteczne reguły dziecięcych zakupów

PoczetKrolow

 

Od dawna zbierałem się za przeprowadzenie lekcji „finansowej” z synem.
Przy okazji liczenia jego skarbonki (dużo tego się uzbierało) miałem zamiar zapoznać go z krajowym systemem monetarnym :)
Wyjaśnić różnice miedzy poszczególnymi monetami i banknotami, jaką każda z nich przedstawia wartość (co za ile można kupić) itp.

[Notatka na marginesie:
Uzbierało się przy opróżnianiu portfela zgodnie z zasadą „1, 2, 5”: 

 
A że do akcji włączyli się też dziadkowie, to było co liczyć.
W sumie chyba 3 godziny spędziliśmy na liczeniu i segregowaniu.]

 

Okazja zrodziła się sama.
W sklepie syn zauważył regał z lego i oczywiście chciał, żebyśmy tam poszli, bo on chce sobie coś kupić.
Żeby mnie przekonać do zakupu dodał, że za jego pieniądze :)

Na szczęście wystarczyło mi cierpliwości i spokojnie zacząłem mu tłumaczyć reguły,
którymi powinien kierować się podczas zakupów.

Reguły zakupowe (do wykorzystania również przez dorosłych):

  1. Najpierw sprawdzamy, ile mamy pieniędzy (żeby wiedzieć na co nas stać).
  2. Zastanawiamy się, co chcemy kupić (np. oglądamy katalog lego).
  3. Uzgadniamy z rodzicami, kiedy możemy to kupić (kiedy mogą nas zawieźć do sklepu).

Dał się przekonać.
Pomogła chyba moja konsekwencja i spokój.

Przed wyjściem ze sklepu poprosiłem, żeby powtórzył proces.
Jego wersja wygladała tak:

  • Wrócimy do domu
  • Policzymy pieniądze
  • Umyjemy ręce :)
  • Zjemy coś :)
  • Pojedziemy kupić

Jak zaczęliśmy liczyć, to minęły chyba ze 3 godziny.
A to dlatego, że wpadłem na patent jak poskładać bilon w stosy po 10 szt.
Posklejać je taśmą przezroczystą!
Wcześniej myślałem o tym, żeby pozawijać je w papier, ale taśma jest lepsza, bo widać co i ile jest w środku.
Teraz łatwiej będzie je przeliczać i płacić w sklepie.

Przy tym wszystkim, po raz kolejny przekonałem się, jak ważne jest spokojne bycie z dzieckiem, gdy nim targają emocje.
Dodatkowo, że warto i można (a nawet trzeba) wykorzystywać takie sytuacje do edukacji, do nauczenia
(do uczenia, bo to proces przecież jest) życia, do przekazywania wartości, którymi żyjemy
Albo chociaż do pokazania, jak pokonywać zachcianki i impulsy na zakupach.

Wykorzystując fakt, że na banknotach widnieją podobizny królów, odbyliśmy również „przy okazji” krótką lekcję historii.
Przez następne kilka godzin syn był Kazimierzem Wielkim.

Warto rozmawiać.
Spokojnie.


Nie ma dzieci – są ludzie

megafono

Nie ma dzieci – są ludzie.
To słowa Janusza Korczaka.

Przypomniałem sobie o nich czytając wywiad z Anną Janko, autorką książki “Mała zagłada”.
(Wywiad zamieszczony w miesięczniku “W drodze” 5/2015.)
Jak sama opowiada, jest to próba rozliczenia się z przeszłością, z historią własnej rodziny, z dorastaniem w cieniu wojny.
Dziadkowie Pani Anny zginęli na oczach jej matki.
Generalnie tragedia, jakich wiele podczas wojny.
Ale nie o tym dzisiaj.

Jedną z rzeczy, na którą szczególnie zwróciłem uwagę jest cytat, który przywołuje Pani Anna.
“(…) dzieci katowane w dzieciństwie, w dorosłym życiu odgrywają się na reszcie świata.
(…) dopóki bijemy swoje dzieci, na nic się zdadzą wszelkie konferencje pokojowe…”
Pani Anna zachęca (i w pełni się z nią zgadzam), aby nie kupować dzieciom zabawek militarnych.
Nie pokazywać wojny jako gry czy zabawy.
Kolejne pokolenia powinny wzrastać ze świadomością, że wojna to zło, nieszczęście, cierpienie i śmierć.
A nie niewinne zabijanie na ekranie.

Można powiedzieć, że pokój na świecie zaczyna się w pokoju własnego domu.

Wracając do Korczaka, chciałbym zacytować poniższy tekst bez zbędnego komentarza.
Bo nie wymaga on żadnego.
Esencja tego, czym powinno być wychowywanie.

***
Janusz Korczak
Apel dziecka

Nie psuj mnie.
Dobrze wiem, że nie powinienem mieć tego wszystkiego, czego się domagam.
To tylko próba z mojej strony.

Nie bój się stanowczości.
Właśnie tego potrzebuję – poczucia bezpieczeństwa.

Nie bagatelizuj moich złych nawyków.
Tylko Ty możesz pomóc mi zwalczyć zło póki jeszcze jest możliwe.

Nie rób ze mnie większego dziecka niż jestem.
To sprawia, że przyjmuję postawę głupio dorosłą, żeby udowodnić, że jestem duży.

Nie zwracaj mi uwagi przy innych ludziach, jeśli nie jest to konieczne.
O wiele bardziej przejmuje się tym, co mówisz, jeśli rozmawiamy w 4 oczy.

Nie chroń mnie przed konsekwencjami.
Czasami dobrze jest nauczyć się rzeczy bolesnych i nieprzyjemnych.

Nie wmawiaj mi, że błędy, które popełniam są grzechem.
To zagraża mojemu poczuciu wartości.

Nie przejmuj się za bardzo, gdy mówię, że cię nienawidzę.
Czasami mówię to, by przyciągnąć Twoją uwagę.

Nie zrzędź.
W przeciwnym razie muszę się przed Tobą bronić i zrobię się głuchy.

Nie dawaj mi obietnic bez pokrycia.
Czuję się przeraźliwie zawiedziony, kiedy nic z tego wszystkiego nie wychodzi.

Nie zapominaj, że jeszcze trudno mi jest precyzyjnie wyrazić myśli.
To, dlatego nie zawsze się rozumiemy.

Nie sprawdzaj z uporem maniaka mojej uczciwości.
Zbyt łatwo strach zmusza mnie do kłamstwa.

Nie bądź niekonsekwentny.
To mnie ogłupia i tracę całą swoją wiarę w ciebie.

Nie odtrącaj mnie, gdy dręczę Cię pytaniami.
Może się wkrótce okazać, że zamiast prosić Cię o wyjaśnienia, poszukam ich gdzie indziej.

Nie wmawiaj mi, że moje lęki są głupie.
One po prostu są.

Nie rób z siebie nieskazitelnego ideału.
Prawda na twój temat byłaby w przyszłości nie do zniesienia.

Nie wyobrażaj sobie, że przepraszając mnie stracisz autorytet.
Za uczciwą grę umiem podziękować miłością, o jakiej Ci się nie śniło.

Nie zapominaj, że uwielbiam wszelkiego rodzaju eksperymenty.
To po prostu mój sposób na życie, więc przymknij na to oczy.

Nie bądź ślepy i przyznaj, że ja też rosnę.
Wiem jak trudno dotrzymywać mi kroku w tym galopie, ale zrób co możesz, żeby się udało.

NIE BÓJ SIE MIŁOŚCI. NIGDY.