Notatki na marginesie

Luźne uwagi na temat przeczytanych książek (i nie tylko)

Muszę czy chcę, próbuję czy robię?

Yoda

Słowa mają znaczenie.
Mogą podbudować i mogą zranić.
Przez jedno nieodpowiednie słowo wybuchła pewnie niejedna wielka wojna.
Ale pewnie też przez jedno odpowiednie słowo zrodziła się niejedna wielka miłość.
Nasze słowa wpływają na życie innych ludzi.
To wiadomo.
Ale czy zdajemy sobie sprawę z tego, że słowa wpływają też na nas?

Od dłuższego czasu (będzie pewnie z rok czy dwa) eliminuję ze swojego słownika słowo „muszę”.
Staram się bardziej świadomie go używać, bo przecież nic nie muszę.
Co najwyżej chcę, potrzebuję albo powinienem.
Albo jeszcze inaczej: mogę coś zrobić.

I o dziwo, o ile jeszcze dwa lata temu „musiałem iść do pracy”, „musiałem iść po zakupy”
i „musiałem posprzątać”, to teraz nic nie muszę.
Teraz więc chcę iść do pracy (bo generalnie lubię i mi za to zapłacą), potrzebuję zrobić zakupy
(żeby mieć co zjeść i w co się ubrać) oraz powinienem posprzątać (bo chcę żyć w porządku).

Nie czuję żadnego przymusu do czegokolwiek.
Za to czuję wolność w tym co robię, bo to przecież ja decyduję o tym, co robię.
Dodatkowo, jeżeli pomyślę, że mogę coś zrobić, uruchamia to we mnie wdzięczność za to, co mam:

  • mogę iść do pracy (bo ją mam),
  • mogę zrobić zakupy (bo mam za co),
  • mogę posprzątać (bo mam gdzie mieszkać).

Mała rzecz, duża zmiana.

[Notatka na marginesie]
Pilnujemy, żeby syn też nic nie musiał, tylko chciał.
Najlepsze są momenty, kiedy zapomnę się i mówię, że coś muszę zrobić.
Wtedy pada pytanie:
-Tatusiu, musisz czy chcesz? :)

***

Michael Hyatt na swoim blogu opisuje podobne zjawisko, tyle że dotyczące słowa: próbować.
Nowe słowo, którego unikanie też może wyjść na dobre.

Michael opisuje dwie historie, które warte są przywołania.
Dobrze tłumaczą co złego jest w tym słowie.

Jedna historia, to fikcja.
Scena z filmu Gwiezdne Wojny.
Yoda uczy Skywalker’a panowania nad mocą.

https://www.youtube.com/watch?v=BQ4yd2W50No&feature=youtu.be

Nie jestem fanem, ale dialog mistrz-uczeń jest dobry.
Skywalker ma podnieść z bagna zatopiony statek powietrzny.
Na zachętę mistrza mówi: „OK, spróbuję.”
Na co Yoda wypowiada coś w stylu: „Nie ma spróbuję. Albo robisz, albo nie. Nie ma nic pomiędzy.”

Do. Or do not. There is no try.
Yoda

Druga historia z życia wzięta.
Wyglada na to, że uczniem Yoda (albo fanem Gwiezdnych Wojen) był Tonny Robbins.

Na jednym z jego wydarzeń, kobieta z widowni opisuje sytuację, w której pomino wielu prób ratowania,
małżeństwo przeżywa kryzys.
Próbowała „wszystkiego”, ale nic nie pomogło.
Na co Tony mówi, żeby spróbowała podnieść krzesło, na którym siedzi.
Kobieta wstała i podniosła krzesło.
Tony: miałaś spróbować, a ty podniosłaś. Spróbuj podnieść krzesło.
Kobieta zdezorientowana stoi i nic nie robi.
Tony: teraz nic nie zrobiłaś. Spróbuj podnieść krzesło.
Kobieta znowu podnosi krzesło.
Tony na to, że albo podnosi albo nic nie robi. A miała tylko spróbować podnieść.

Wniosek jest jeden:
albo coś robimy, albo czegoś nie robimy.
Nie ma stanu przejściowego.

Jest to może uproszczenie, pewnie że są sytuacje, w których próby czy starania powinny zostać nagrodzone.
Natomiast proponowane podejście  zmusza do zastanowienia: na ile się angażuję w to, co chcę osiągnąć,
a na ile udaję przed sobą lub przed innymi?
Kluczowe jest rozróżnienie, że „próbowanie” nie jest jednoznaczne z „działaniem”.
Nie chcesz czegoś robić, to tego nie rób, ale nie udawaj że „próbujesz”.

Pomocne pytania kontrolne:

  • Próbujesz schudnąć/być w formie, czy chudniesz?
  • Próbujesz naprawić relacje czy je naprawiasz?
  • Próbujesz zwiększyć ilość ofert sprzedażowych czy je zwiększasz?
Owocnego i skutecznego „robienia” życzę.

 

 

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.