Notatki na marginesie

Luźne uwagi na temat przeczytanych książek (i nie tylko)


Nasza mama czarodziejka

nasza-mama-czarodziejka
“(…) kiedy potwór zajrzał do naszego okna podczas kolacji
– poczęstowała go sałatą.
Okazało się, że jest bardzo łagodny!
Mama od razu to wiedziała.”

Nie oceniaj książki po okładce.
I tytule.

Gdybym sam kupował, to bym na tę książkę pewnie nie zwrócił w ogóle uwagi.
Autorki, Joanna Papuzińska, pewnie też bym nie skojarzył.
A nawet jak bym książkę zauważył, to raczej bym nie kupił.
Dlaczego?
Nie przepadam za “czarodziejskością” i magicznością, szczególnie w literaturze dziecięcej.

Ale książka trafiła do nas w prezencie.
I dobrze, bo okazała się “nieczarodziejska”.
Czarów w niej nie ma.
Przynajmniej nie takich o jakich bym pomyślał.

Tytułowa mama czaruje miłością, dobrocią, uczynnością, wyobraźnią…

I takie “czary” mogę pokazać dziecku.
A że dziecku też się podoba, więc stwierdzam, że książka jest dobra.