Notatki na marginesie

Luźne uwagi na temat przeczytanych książek (i nie tylko)


Dodaj komentarz

Ciszej proszę… (2) – Lekcja o przywództwie, czyli autobus do Abilene

Fredkin

To wszystko przez tego Fredkina.
Jest beznadziejnym menedżerem, ale świetnym liderem,
i dlatego wszyscy podążają za nim prosto ku katastrofie.

 

1.
Zawsze wydawało mi się, że przywódcą może być osoba wygadana, śmiała i łatwo nawiązująca kontakty towarzyskie.
Wielkim odkryciem było dla mnie stwierdzenie, że istnieje bardzo mała zależność między byciem ekstrawertykiem a zdolnościami przywódczymi.

Co roku na Harvardzie przeprowadzane są ćwiczenia mające rozwinąć u studentów pozytywną synergię grupową (gdzie wynik całej grupy jest lepszy niż jej poszczególnych członków).
Zadanie polega na wyobrażeniu sobie, że jest się rozbitkiem z kilkunastoma przedmiotami uratowanymi z katastrofy.
Ocalałe przedmioty należy uporządkować w kolejności od najbardziej do najmniej potrzebnych do przeżycia.
Wyniki omawiane są następnie ze specjalistami od przeżycia (survivalu).

Okazuje się, że zespół ludzi wysoce inteligentnych (ale źle pokierowanych) osiąga dużo gorsze wyniki, niż ich poszczególni członkowie działający samodzielnie, czy też grupa ludzi mniej zdolnych.
Wynika to z faktu, że osoby znające się na rzeczy, ale zbyt ciche i za mało przekonujące, zostają zagłuszeni przez osoby nazbyt asertywne.
Nikt nie słucha cichych znawców, większość podąża za tym kto głośniej i pewniej przekonuje do swoich racji (nawet jeżeli są błędne).

2.
Zjawisko to zostało opisane jako paradoks Abilene (znany jako syndrom grupowego myślenia).
Przytaczana jest historyjka obrazująca to zjawisko:

W gorące popołudnie rodzina siedzi na werandzie domu w Texasie.
W pewnym momencie ktoś mówi: Ale nuda, moglibyśmy pojechać do Abilene.
Kiedy wysiadają z autobusu (droga jest długa, jest gorąco) ktoś stwierdza: Wiecie co, wcale nie chchiałem tu przyjechać.
A ktoś inny dorzuca: Ja też nie, ale myślałem, że wy chcecie.
I tak dalej, aż okazuje się, że nikt tego nie chciał.

Historia ta obrazuje tendencję do podążania za tym, kto inicjuje (jakiekolwiek) działanie.
Stąd też wielkie niebezpieczeństwo do podążania za ludźmi, którzy tylko dobrze się prezentują.
Bez sprawdzenia co mają nam do przekazania i jakie wartości kryją się pod ich ładną autoprezentacją.

3.
Guru zarządania, Peter Drucker, opisywał, że spotkał wielu skutecznych liderów biznesu.
Jedni byli niezwykle towarzyscy i otwarci, inni zamykali się w swoich biurach.
Jedni byli impulsywni, inni długo zastanawiali się, nad każdym rozwiązaniem.
Żaden z nich natomiast nie posiadał charyzmy.
A wiele osób przecenia to, jak otwarty na kontakty z ludźmi powinien być lider.
Najważniejsze decyzje i tak podejmowane są w zaciszu gabinetu.

W zarządzaniu za sprawą Jim’a Collinsa pojawiło się pojęcie cichego przywództwa (quiet leadership).
Stwierdził on, że do skutecznego  zarządzania firmą, nie potrzeba ludzi przebojowych,
ale liderów skupionych nie na rozwoju i umacnianiu swojego ego, ale na rozwoju i umacnianiu organizacji, którymi kierują.

4.
Na podstawie badań stwierdzono, że introwertyczni liderzy bardziej sprawdzają się (osiągają lesze rezultaty),
jeżeli przewodzą aktywnym pracownikom.
Natomiast w przypadku zespołów niezaangażowanych pracowników, lepsze wyniki otrzymują liderzy ekstrawertyczni.

Może to wynikać z faktu, iż w przypadku introwertyków, dzięki ich naturalnemu wsłuchiwaniu się w innych,
liderzy ci potrafią zebrać to co najlepsze spośród członków zespołu.
Natomiast wsłuchiwanie się w innych, może wynikać z chęci nauczenia się czegoś nowego.
Co jest kolejną cechą introwertyków – uczenie się dla samej przyjemności poznania czegoś nowego.

Można być cichym, spokojnym, skromnym i wycofanym i jednocześnie być dobrym liderem.

 


Dodaj komentarz

Ciszej proszę… (1) – Lekcja historii

“Wspaniała umiejętność polegająca na zatrzymaniu się i zastanowieniu nad istotą i sensem docierających do nas bodźców
zamiast natychmiastowego i bezrefleksyjnego poddawania się ich wpływowi od zawsze leży u podstaw największych intelektualnych i artystycznych dokonań ludzkości.
Ani E=mc2, ani Raj utracony nie zostały wykoncypowane na poczekaniu, między jednym a drugim drinkiem, przez jakiegoś zapalonego imprezowicza.” (s.21)

 

Cytat z: “Ciszej proszę..” Susan Cain

Jak podaje internet, na początku XIX w tylko 2,4% ludności światowej mieszkało w miastach.
Ludzie pracowali na farmach czy w małych miasteczkach, prowadząc przedsięwzięcia rodzinne.
Razem prowadzili interesy, współpracownikami były osoby, z którymi mieszkało się na co dzień.

Druga połowa XIX w przynosi zmiany.
Rozwój przemysłu skutkuje np. tym, że w USA do 1920 r 1/3 kraju została zurbanizowana.
W Polsce po zniesieniu pańszczyzny następuje migracja ze wsi do miast (nie tylko polskich).
Do 1931 roku w województwach warszawskim i łódzkim 40% ludności mieszka w miastach.
Współpracownikami mieszkańców miast, zamiast rodziny i sąsiadów, stali się obcy ludzie.
Aby zaistnieć, zostać zauważonym w anonimowych relacjach trzeba było się wyróżnić.
Nowym problemem z jakim trzeba było się zmierzyć, było zrobienie “dobrego pierwszego wrażenia” na ludziach których się nie zna.

Osoby przebojowe, zabawne i towarzyskie zyskiwały coraz wyższy status społeczny i uznanie.
Ludzie stawali się sprzedawcami, nie tylko produktów i usług, ale samych siebie.
I tak na scenę wkraczają ekstrawertycy. Ich cechy stają się najbardziej pożądane.
W tym momencie można wyobrazić sobie typowego mieszkańca USA (które uważane jest za najbardziej ekstrawertyczny kraj na świecie),
którzy na zadane pytanie mają jedna odpowiedź:
– How are you?
– I’m fine, thanks.

Na przełomie XIX i XX w dokonała się przemiana kulturowa.
Nastąpiło przejście od kultury charakteru do kultury osobowości.
Przez lata w literaturze wzorem do naśladowania był typ z charakterem: poważny, zdyscyplinowany i honorowy.
Liczyło się nie to, jakie wrażenie zrobi w miejscach publicznych, ale jak się zachowuje w sytuacjach prywatnych.

Do końca XIX w we wszelkich poradnikach dobrego wychowania pojawiały się słowa klucze: obowiązek, praca, dobre uczynki, honor, normy moralne, prawość i uczciwość czy powściagliwość (opanowanie).
Są to cechy charakteru dostępne dla każdego, można je zdobyć pracując nad sobą.
Natomiast od początku XX w następuje zwrot ku osobowości, ku właściwościom, z którymi raczej się rodzimy niż je nabywamy: fascynyjący, magnetyczny, zachwycający, atrakcyjny, entuzjastyczny, dominujący, silny, energiczny itp.
Orison Swett Marden, autor poradnika „Charaker: Najwspanialsza rzecz na świecie” wydanego w 1899, dwadzieścia lat później napisał “Osobowość przywódcy”.

Zmiany kulturowe znalazły też odzwierciedlenie w reklamach.
O ile wcześniej reklamy były po prostu informacjami na temat produktu, o tyle nowe reklamy były odpowiedzią na zwiększone zapotrzebowanie na bycie pewnym siebie (np. reklama mydła: “Korzystne pierwsze wrażenie to najważniejszy czynnik decydujący o powodzeniu zarówno w biznesie jaki i w towarzystwie”).
Za pewność, za sukces, za powodzenie na randce odpowiedzialne były proszki do prania, szczotki do zębów, mydła (przykład).

W towarzystwie spokojna i wyciszona postawa mająca źródło w dobrych manierach i etykiecie zaczęła tracić na znaczeniu.
W towarzystwie należało czarować płeć przeciwną, flirtować.
Mężczyźni zachowujący się w stosunku do kobiet za cicho i za spokojnie byli narażeni na uznanie za homoseksualistów.
Kobiety nieśmiałe, nie wyzywające uznawane były za oziębłe.

Promocja osób śmiałych, pewnych siebie, przebojowych znalazła odbicie również w ówczesnej psychologii.
Alfred Adler rozpropagował pojęcie “poczucia niższości”, w którym wychowywane jest każde dziecko zdominowane przez dorosłych.
Z czasem ludzie przezwyciężają w sobie to “upośledzenie” stając się zdolnymi do rywalizacji w świecie dorosłych.
Kto tego nie pokona, jest przegranym.

W miejsce dzieci agresywnych ze skłonnościami do przestępstw eksperci od wychowania zajęli się dziećmi zwyczajnymi, ale nieprzystosowanymi społecznie.
Dzieci zamknięte w sobie, nieśmiałe w wizjach ekspertów skazane były na porażkę w przyszłym życiu.
Uważano je za uczniów trudnych i stwarzających problemy wychowawcze.
Dlatego też celem było wdrożenie “zdrowej osobowości”, bo tylko otwartość i towarzyskość miała być gwarantem sukcesu społecznego i finansowego.
Za wszelką cenę należało “przeciwdziałać tendencji do rozwijania w dzieciach introwersji oraz drobnomieszczańskich anomalii”.

W połowie XX w preferowanymi kandydatami na czołowe uczelnie amerykańskie były osoby przeciętne, ale energiczne i towarzyskie.
Na takich pracowników, a nie wybitnych intelektualistów, było bowiem zapotrzebowanie w korporacjach.
Ekstrawertycy radzili sobie w nich doskonale, natomiast mniej przystosowani introwertycy stawali się celem kampanii reklamowych środków uspokajających (“aby pozbyć się lęku wynikającego z nieprzystosowania”).

Na szczęście nie wszyscy zdawali się podzielać ten pęd ku byciu ekstrawertykiem na siłę.
Jak w 1921 r pisał Carl Gustaw Jung, introwertycy “przyczyniają się do postępu w kulturze, są na swój sposób wychowawcami i których przykład uczy, że istnieje inna możliwość, której bolesny brak odczuwamy w naszej kulturze”.

To samo można by napisać dzisiaj…

 


Dodaj komentarz

Lekcja fizyki

Wg słownika wyrazów obcych z 1980 roku:

“Introwersja (łac. introversus = zwrócony do środka)
cecha osobowości polegająca na braku zainteresowania światem zewnętrznym i praktyczną działalnością,
skupianiu się na własnych przeżyciach wewnętrznych, zamykaniu się w sobie i niechęci do nawiązywaniu kontaktów z innymi ludźmi.”

 

Jak dla mnie definicja ma raczej negatywny wydźwięk. Dlatego dużo bardziej podobają mi się definicje współczesne, w których na inne aspekty jest kładziony akcent.

 

Różnice pomiędzy intro- i ekstrawertykami można sprowadzić do pojęć energii, czasu i przestrzeni.

 

Przez energię należy rozumieć żródło czerpania energii. Zródło skąd czerpiemy siłę, zródło ładowania baterii.

W przypadku ekstrawertyków źródło jest na zewnątrz – są to oczywiście inni ludzie.
Dla introwertyków źródłem jest wnętrze – a więc samotność.
Przy czym nie jest to tak, że introwertycy nie lubią ludzi.
Introwertycy lubią ludzi, ale dużo więcej energii kosztuje, trudniej im nawiązać i utrzymać relacje.
Stąd też introwertycy maja mniej kontaktów, ale relacje są głębsze.
Natomiast ekstrawertycy ze względu na łatwość nawiązywania kontaktów, mają ich więcej, ale relacje są płytsze.

Kolejną różnicą jest pojęcie czasu.
Mam na myśli czas reakcji na bodźce zewnętrzne.
Ekstrawertycy są działają energicznie. Jest akcja, jest i reakcja.
W przypadku introwertyków: jest akcja, po czym następuje proces analizy i przemyśleń (przetwarzanie danych) i po jakimś czasie (5 min, godzina, czasem rok – w zależności od sytuacji) następuje reakcja.

Ujawnia się to tym, że introwertycy zwykle więcej czasu potrzebują na podjęcie decyzji.
Ale jeżeli na coś się zdecydują, jest to przemślane i zgodne z własnymi przekonaniami.
Introwertykom rzadko wyrwą się z ust słowa, których musieliby się wstydzić.
Chyba, że zostaną przymuszeni (wiadomo przez kogo) do natychmiastowej odpowiedzi.

Ostatnim pojęciem różniącym jest przestrzeń.
Jak ekstrawertyk potrzebuje kontaktów (zatłoczonych miejsc), tak introwertyk potrzebuje przestrzeni (terytorium).I to zarówno tej na zewnątrz, jak i wewnątrz.
Potrzebne im są miejsca prywatne, do których dostęp mają tylko oni.
Wyciszenie, milczenie, obserwowanie introwertyków powoduje, że zauważają oni w otoczeniu i zachowaniu ludzi więcej szczegółów, niuansów.
Mają większe pokłady empatii.Stąd też łatwiej im zrozumieć innych ludzi.
Z czym mogą mieć problem ekstrawertycy.

Na koniec chciałbym wystosować apel.
Najpierw do ekstrawertyków:
Ekstrawertycy: zrozumcie, że inni są inni. Zaakceptujcie ciszę.
Introwertycy: bądźcie sobą.
Natomiast apel do wszystkich:
Przed osądem (jeżeli w ogóle musimy osądzać) starajmy się zrozumieć drugą stronę.
Jak mawiał Covey: staraj się najpierw zrozumieć, a dopiero potem być zrozumiany.